poniedziałek, 27 lipca 2020

Sok z buraków



Sok z buraków przy regularnym długotrwałym stosowaniu działa cuda. Poprawia działanie układu krwionośnego,  usprawnia pracę mięśnia sercowego i mózgu, obniża ciśnienie krwi, przynosi ulgę cierpiącym na anemię, nadkwaśność, choroby układu pokarmowego. Poprawia kondycję, wpływa na pracę mózgu, poprawia koordynację i pamięć. Przygotowanie soku jest dosyć proste, chociaż wymaga zaangażowania i determinacji. Przede wszystkim trzeba pokonać barierę nieufności, wyzbyć się mało eleganckich skojarzeń, wszak "burakami" nazywają u nas osoby wyzbyte kultury. Wiadomo, że wiek przeminie, zanim kwestia ta zostanie rzetelnie wyjaśniona i wskoczy na właściwe tory. Zatem w pierwszej kolejności należy zwalczyć przykry stereotyp, w drugiej trzeba zainwestować: forsę, czas, pracę. Podstawą idealnego soku jest najlepszy możliwy surowiec oraz laboratoryjna higiena! Sok z buraków to napój energetyzujący, który powstał w wyniku fermentacji następujących składników:

burak ćwikłowy (podłużny lub okrągły) raczej średniej wielkości, czyli ani za mały, ani za duży. 
seler - w litrowym słoiku umieszczamy cztery paski selera o długości trzech centymetrów oraz  szerokości i grubości dwóch centymetrów
czosnek - najlepiej przetarty, zgnieciony - dwa ząbki na litrowy słoik
bazylia - jedna łyżeczka wsypywana na dno słoika
oregano - jedna łyżeczka wsypywana między warstwy pokrojonych buraków
czubrica zielona - jedna łyżeczka wsypywana między warstwy buraków
sól -  jedna łyżeczka najlepsza, jaką mamy (idealna jest ta do przypraw, czyli taka z grudkami)
woda źródlana o temperaturze pokojowej

Fermentacja dokonuje  się w naczyniu uniemożliwiającym dostęp powietrza! Najlepiej tę próbę przechodzą tradycyjne litrowe słoiki z gumką i wieczkiem spinanym solidną klamrą. Tradycja wytwarzania soków uwypukla zagadnienie kultury użytkowej oraz higieny stanowiska pracy. Trud będzie miał sens tylko wtedy, gdy przyniesie pożądany skutek, a jest nim idealny pod względem zdrowotnym napój, a także doskonała baza warzywna do barszczu czerwonego, ukraińskiego itp. Niebezpieczeństwem, przed którym chciałbym uroczyście przestrzec, jest pospolita domowa pleśń. Powstaje ona jako skutek wystąpienie trzech przyczyn: nieszczelności słoika, wystawania części stałych ponad lustro wody, a także najrozmaitszych mankamentów surowca. Gwarancją udanego soku jest to, że wydobędziemy go z najlepszego surowca i pozwolimy fermentować w optymalnych warunkach. Sok z buraków to produkt o krótkim terminie dojrzałości i przydatności do spożycia. Nie ma sensu w warunkach niewielkiego gospodarstwa domowego planować produkcji w taki sposób, jak czyni się to wobec inny bezcennych i smacznych przetworów. Fermentację można przerwać już po pięciu dniach. Jeśli buraki postoją w zalewie dłużej, niczemu to nie zaszkodzi. Interwał 5 - 7 dni określa moment gotowości produktu. Fermentacja powinna przebiegać w miejscu ocienionym.
Jak przygotować zestaw, który będziemy uroczyście wytwarzać ekstrakt zdrowia? Zwykle przygotowuję sok korzystając z pięciu słoików. Proporcje ilościowe uwzględniają ten aspekt. Do jednego słoika zmieszczą się trzy średniej wielkości buraki, będę zatem potrzebował 15 buraków (wyselekcjonowanych już w sklepie czy targowisku). Burak powinien być zdrowy, czyli jędrny, twardy i na oko soczysty (wystarczy takiego przed zakupem zarysować paznokciem, jeśli wypłynie sok, można bez ryzyka brać). Bardzo proszę nie zarysowywać wszystkich buraków, przede wszystkim szkoda paznokci. Potrzebnych będzie dziesięć ząbków czosnku lub jedna duża rozeta.
Jak przygotowuję produkty:

1. Do umytych, wyszorowanych słoików wkładam seler obrany z otoczki w ilości przedstawionej wyżej.

2. Przeciskam dwa ząbki czosnku bezpośrednio do słoika.      

3. Zasypuję seler i czosnek suchymi ziołami: bazylia, oregano, czubrica (można je zastąpić mieszanką ziołową - uzyskamy wówczas kompozycję wybijającą smaki o gamie bardziej zróżnicowanej, ale mniej intensywnej)

Dygresja! Zanim odkryłem właściwości trzech ziół: bazylii, oregano i czubricy zielonej, korzystałem z mieszanki o nazwie: Zioła Małgorzatki. Wybór komponentu ziołowego zależy od tego, czego poszukujemy w smaku. Walorów smakowych soku z buraków nie można poddać typowej standaryzacji, bywa, że z tych samych składników uzyskamy sok o ledwie zbliżonych walorach smakowych. Wytwarzanie soku to przygoda zakładająca pewien element ryzyka, nie wejdziemy bowiem do wnętrza buraka i nie ustalimy w punkcie wyjścia jego ostatecznego bukietu smakowego. Przyznam, że gdy otwieram słoik po słoiku, aby wylać z nich gotowy napój korzystam z kilku naczyń tak, aby nie mieszać tego, co powstało mechanicznie i bezrefleksyjnie. Element przygody, oczekiwania i emocje odkryć to powody, które przekonały mnie do tego, aby na kuchnię i spiżarnię spojrzeć z dojrzałej, rozumnej, ale także poetyckiej perspektywy. 

4. Obieram i kroję buraki. Podłużne traktuję profesjonalną obieraczką. Obierki buraczane to podobno najlepszy surowiec kompostu (czego nie można powiedzieć o obierkach ziemniaka). Nie obieram kilku buraków w serii, tylko każdy obrany kroję i umieszczam w słoiku. Jak kroić? Podłużne dzielę wzdłuż na cztery części, a następnie szatkuję ćwiartki (wszystkie jednocześnie) na desce kuchennej. Buraki okrągłe kroję na formy nieregularne, aby zwiększyć powierzchnię wydzielania soku. Mogę w obrębie jednego słoika zmieścić buraki podłużne i okrągłe. Nie ma znaczenia jak i ile, ważne, żeby burak był zdrowy.

5. Połowę zawartości słoika zasypuję solą w ilości podanej jak wyżej i przykrywam całość kolejną warstwą pokrojonych buraków. Na szczycie umieszczam buraczane plastry tak, aby nieforemne kształty nie mogły się przebić ponad lustro zalewy.

6. Po dziesięciu, trzydziestu, pięćdziesięciu minutach zalewam zawartość wodą źródlaną, zakręcam słoik i nad zlewem sprawdzam szczelność instalacji. Ten gest wyzwoli ruch drobnych elementów zalewy, co samo w sobie przedstawia widok godny filmowego zarejestrowania.

7. Po pięciu lub siedmiu dniach otwieram słoik po słoiku. Sok zlewam do czystego naczynia, a warzywa przygotowuję do dalszej obróbki. Można na przykład przepuścić kawałki buraków przez wolnoobrotową wyciskarkę do warzyw. Uzyskany tym sposobem sok można dodać do bulionu lub wypić na surowo. Można też zawartość słoików przesypać do garnka, zalać ją zimną wodą i gotować z dodatkiem kostek bulionowych i suszonych grzybów. Po godzinie uzyskamy wartościową i pożywną zupę.

8. A co z sokiem? Przechowywać go należy w lodówce, w szczelnych butelkach, nawet plastikowych, choć najlepiej będzie jeśli będą to butelki szklane. Każdego dnia należy wypijać 300 ml soku. Trzeba to czynić bez pośpiechu, celebrując ten gest, zachwycając się smakiem przy każdym łyku. Najlepsze efekty uzyskamy, gdy sok wypijać będziemy rano. Dobrze będzie, aby przelany z butelki do szklanki sok poromansował godzinę z ciepłym kuchennym powietrzem. To pozwoli odrobinę podnieść (bez konieczności podgrzewania) temperaturę napoju. Sok nadmiernym chłodem nie powinien drażnić gardła. Regularne korzystanie z eliksiru zdrowia i wigoru poprawi parametry wszystkich układów i obwodów, przywróci radość życia i kondycję, oderwie myśli od tego, co męczy i od środka piecze. Podnosimy toast najpóźniej w Godzinie Miłosierdzia. Na zdrowie! 

czwartek, 23 lipca 2020

Po każdym solidniejszym podmuchu


Po każdym solidniejszym podmuchu
urywają się trzy albo cztery
z najwyższego piętra.
Ich krótkotrwały taniec podziwiają zastępy
powściągliwych, opierających się
aksamitowi lekkomyślnych obietnic.

Tymczasem na oswojonej murawie
gromadzą się kostki ofiar zapadni i słów.

Nie ufaj mu rozetko nagle przebudzonej ambicji.
Który cierpliwie czekam na piruet   
twojego naiwnego rodzeństwa
ofiaruję ci cienką słodycz - usta pełne przestrogi.

Skoro wspięłaś się, gdzie ledwie wzrokiem
sięgam, gdzie tylko jasna chmura
pieczę ma nad tobą, śmiej się z chrupkiej rdzy.
Faluj, kołysz się mądrze. Imitowaniem  
kiści winogron nie gardź.


piątek, 17 lipca 2020

Obok wierszy Świrszczyńskiej




Obok wierszy Świrszczyńskiej

Odwieczna gonitwa myśli
między uczonymi.
Niech jeden drugiego dojrzy
w pobladłym prześwicie,
natychmiast zaczyna się głowić,
jakby mu drogę zastawić
albo choć
skórkę podłożyć…

A stawką zawodów kwestia:
czy do ascezy dorasta się latami,
czy wręcz przeciwnie –
wystarczy chwila i już.

Najcenniejsza z cennych,
którą łatwo przeoczyć,
przespać,
sprzedać tanio.  

czwartek, 2 lipca 2020

Radosny pielgrzym


Radosny pielgrzym

                        Naśladowanie z Josepha von Eichendorffa

Kto raz ucieszy Wielkie Oczy
przed tym otwarty świat uroczy
rad byłby oddać cuda swoje
góry i lasy, rzek napoje.

Ospałym podał miękkie łoże
mnie darmo dano wdzięk promieni
dbałość o masło chleb i noże
nad mą kołyską pochyleni.

Gorący puch nad srebrnym szczytem
w dolinie mlecz i wąskie chrusty
młodymi zawsze władam usty,
skąd sączę pieśni mgłą podbite.

Odbierzcie Oczy hołd przykładny
niech ład Wasz płynie rzeką z łąk
pilnujcie ptasich spraw powabnych  
i moich nie puszczajcie z rąk.


poniedziałek, 29 czerwca 2020

Słońce

                                                 



Słońce
         Czesław Miłosz
Barwy ze słońca są. A ono nie ma
Żadnej osobnej barwy, bo ma wszystkie.
I cała ziemia jest niby poemat,
A słońce nad nią przedstawia artystę.

Kto chce malować świat w barwnej postaci,
Niechaj nie patrzy nigdy prosto w słońce.
Bo pamięć rzeczy, które widział, straci,
Łzy tylko w oczach zostaną piekące.

Niechaj przyklęknie, twarz ku trawie schyli
I patrzy w promień od ziemi odbity.
Tam znajdzie wszystko, cośmy porzucili
Gwiazdy i róże, i zmierzchy, i świty.

            30 czerwca 1911 w Szetejniach nad Niewiażą urodził się Czesław Miłosz - jeden z najwybitniejszych polskich poetów. Od wspominanego wydarzenia mija aktualnie 109 lat. Zastanawiając się nad wierszem najlepiej ilustrującemu jubileusz twórcy, rozważałem kilka propozycji... zamierzałem początkowo przedstawić wiersz precyzyjnie opisujący kondycję rodzaju ludzkiego AD 2020. Uczynię to, ale nie teraz. Z tym wierszem (znakomitym, wybitnym) wygrało "Słońce" - utwór, który poza walorami arcydzielności, ma jeszcze owo tajemnicze "coś"; chodzi mianowicie o: adekwatność. "Słońce" Miłosza to utwór wieńczący cykl  zatytułowany: "Świat" (poema naiwne) opublikowany w "Ocaleniu" - pierwszym wydanym po wojnie zbiorze poetyckim. "Świat" (poema naiwne), którego wzruszające faksymile we wczesnych latach osiemdziesiątych opublikowali redaktorzy miesięcznika "Poezja", to cykl formowany w okresie najcięższych antypolskich represji niemieckich. Miejsce i data - Warszawa 1943 - wypełniające przestrzeń nad dolną krawędzią strony tytułowej rękopisu, przemawiają z siłą kompetentnego komentarza. Zawiera się w nim intencja podejmująca zamiar udosłownienia zapisu, któremu nagle rozpadł się materialny desygnat. Nad osuwiskiem ponurym, nad w pył przemienioną materią konkretu unosi się niczym płaszcz Eliasza pamięć bezcennego słowa - jasnego i czystego. W tomie "Ocalenie", który organizuje dykcję poezji nowej, komentowany fragment przemawia z siłą deklaracji postaw artystycznych i życiowych. Stamtąd właśnie pochodzą powszechnie znane poetyckie rozwinięcia cnót kardynalnych, tam też zarysowała się sugestywna figura Ojca otoczonego gromadką milusińskich. Ojciec jest bohaterem poetyckiej anegdoty, bywa także narratorem dostosowującym złożone treści do możliwości percepcyjnych słuchających. Domyślam się, że wspomniane utwory na temat cnót kardynalnych to realizacje wypowiedzi raczej cytowanej niż odautorskiej. Niejako w tym klimacie zorganizowana została kunsztowna koda tego cyklu. Ewentualny spór o autorstwo rozgorzeć mógłby ewentualnie wtedy, gdy ważyć będą kwestię ilustrującą warianty liryki pośredniej.  Może warto w tym miejscu zwrócić uwagę na coś innego; dzięki temu "zabiegowi technicznemu" Miłosz przetransferował dużo więcej niż pomyśleć się da: w klauzuli dyskretnego pouczenia połączył deskrypcję z episteme. Doświadczamy tego niekoniecznie podczas pierwszej, drugiej, trzeciej lektury, co jest zapewne dowodem poezji przenikającej brzmienia, treści i sensy. "Słońce" widziane z ziemskiej perspektywy. Sto dziewięć to liczba ukazująca relację między Słońcem i Ziemią. Słońce jest sto dziewięć razy większe od Ziemi. Pomyślelibyście? 109 to także numer autobusu łączącego Janów-Bolinę z resztkami świata. Zapamiętałem tę proporcję kosmiczną dzięki staraniom ambitnego numerologa zatrudnionego przez katowicką komunikację miejską. Janów w epoce pierwszego kontaktu z Miłoszem chciał odegrać rolę niebagatelną. To tam właśnie miał się wyłonić nasz domek z ogródkiem. Kres marzeniom położyła powszechna recesja gasnących lat siedemdziesiątych. Zawsze mnie ciekawiło, czego w związku z tym, że budowa nie doszła do skutku, uniknęliśmy. "Kto chce malować świat w barwnej postaci, //Niechaj nie patrzy nigdy prosto w słońce". Racja. 


wtorek, 9 czerwca 2020

Jak wprowadzenie elementów fantastycznych do utworu wpływa na


Jak wprowadzenie elementów fantastycznych do utworu wpływa na przesłanie tego utworu? Rozważ problem i uzasadnij...

            Dialogi pozwalające dokonać projekcji związku scen realistycznych z pierwiastkami fantastycznymi to najbardziej fascynujące i znaczące fragmenty "Wesela" -  pod każdym względem niedościgłego polskiego dramatu. Reprezentatywność scen zacytowanych w arkuszu, pytanie: co je wiąże, co łączy, co uprawomocnia? Opowiedzmy coś o nich. Wesele bronowickie zatacza coraz szersze kręgi, muzyka grzmi nieprzerwanie, spod grzywek wyłaniają się i raz za razem tarabanią konwulsje ogólnej wesołości. Kto tego nie widzi, kto tego nie słyszy, kto tego nie czuje - temu niewesoło. Nikogo bowiem specjalnie nie cieszy widok bezmyślnego korowodu, klepiska, które od czasu do czasu trzeba spryskać zawartością cebrzyka. W gronie Osób postać Poety jest nam już jako tako znana. W jakim celu - to ciekawe - przybył do Bronowic szczęśliwy beneficjent nagłego ożywienia kulturalnego? Kulturalny Kraków, dawna stolica, to wówczas ociosane z wdzięku miasteczko garnizonowe, w którego sercu, w centrum naszych dziejów urządzono profesjonalną stajnię. Zastrzegam: nie mam nic przeciw koniom, nawet tym, które ujeżdżają austriackie komendy. Usytuowanie ich na Wawelu bezprzykładnie zabolało, to zarazem symbol niezasłużonej sromoty. Cios, po którym można się jednak podnieść i otrzepać. Symbolicznie będzie nas dręczyć ów wstyd niewymowny i jako gorszych niż jesteśmy światu ukazywać. Samo myślenie o wolności, stanowieniu o sobie, o podmiotowości w obrębie zgromadzenia narodów uchodziło wówczas za mrzonkę, malignę, fantazję. Wyspiański w "Weselu" zasugeruje realność wzmiankowanych ewentualności, zanim jednak potwierdzi je ostatecznie - zaproponuje wybór, ukaże faktyczne możliwości. Zaproponuje go również nam ważącym dosadność przesłania - uniwersalnego i wieczystego - na szali, którą tradycja interpretacyjna spłaszczyła do rangi "planu realistycznego". W temacie wypracowania to on właśnie sytuowany jest w roli żelaznego punktu odniesienia, metalicznego, spetryfikowanego konkretu. Czy mamy tu do czynienia zatem z ekstrapolacją? Czy autor tematu wypracowania sugeruje, że przesłanie utworu mogłoby się tlić z pominięciem pierwiastka, który warunkuje dramatyczność dzieła, jego sens, motyw, powód, intencję główną,  poboczną, posiłkową? A może temat został sformułowany pod presją czasu albo w ramach konwencji: pijany wymyślił - nietrzeźwy zatwierdził...? Pytam, bo nie wiem, czym uzasadnić fatalnie o autorze świadczący błąd stylistyczny? Porzućmy domysły, bo i tak ich nie rozstrzygniemy. Dość powiedzieć fantastyczność pojawiająca się w "Weselu" należy do najistotniejszych komponentów, wręcz warunków tego dzieła. Znawcy wiedzą, że fantastyczność właśnie stanowi fundament nie tylko przesłania, ale genezy utworu. Zaczęło się od niewinnych zabaw - pytań formułowanych przy stołach biesiady onegdaj w Sukiennicach. Wokół szalało rumiane życie, poniewierało ludźmi odrętwienie, czuło się jakąś potrzebę, czasami nakaz, ale nic z tego nie wychodziło. Mistrz Matejko strzegł iskierki w kominie, a młody Stanisław Wyspiański, syn desperata Franciszka, który na skutek choroby alkoholowej znalazł się za progiem wydolności rodzicielskiej, trafił lepiej niż mógłby sobie wymarzyć. Bezdzietnego małżeństwo, które postanowiło go usynowić, zapewniło mu  nie tylko przetrwanie. Korzystał z dobrodziejstw miejsca, tradycji oraz wszechstronnej opieki ówczesnych gigantów: artystów, uczonych i mecenasów sztuki. Zniewolone beznadzieją miasteczko przeżywało niedawno wielką uroczystość: na Wawel sprowadzono, by królewskim były równe, doczesne szczątki Mickiewicza. Uroczystości pogrzebowe przeobraziły się w wielkie święto narodowej dumy. Jakąś mobilizację stanowczą natenczas dało się odczuć. Poza demonstrowaniem zjawiska wspólnoty ciągnął długi, coraz szerszy korowód ożywienia czytelniczego. Akt ten inicjował modernizm, neoromantyzm, Młodą Polskę. Przyglądał się temu już dojrzały - ciągle młody absolwent Gimnazjum im. Świętej Anny. Przyglądał się w towarzystwie innych dojrzałych już - ciągle młodych. W ich gronie któregoś razu wobec przytomności trzeźwych i nietrzeźwych przyglądał się portretom wielkich bohaterów narodowych zdobiących ściany słynnego lokalu. Przyglądając się zatem portretom bohaterów narodowych w sytuacji batalistycznej, sformułował tyleż mądre, co wyzwalające pytanie: co by się stało, drodzy panowie, gdyby ci państwo z obrazów zeszli ku nam i, po rozpoznaniu sytuacji naszej, z chęcią co powiedzieli. Jaka z ich mowy mogłaby płynąć nauka? Ich wypowiedzi zdominowałyby zapewne sądy krytyczne. Autorytet historii przynagla, by się dawnych błędów wystrzegać, by strzec dróg cnoty, by się w razie czego i w razie jakby śmiało, śmielej do żelastwa porywać. Namawialiby do ofiarowania ojczyźnie pomyślunku, refleksji zakładającej jakąś perspektywę, do odwagi. Jaki taki obraz służby jedności narodu to temat na pojutrze... mamy wprawdzie Bartosza zwanego w kronikach Głowackim, ale temu zadość uczyniono w sąsiedztwie Pałacu Arcybiskupów Kieleckich mogiłę zgrabną usypując. Bohaterowie z obrazów przespali moment romantycznego przetworzenia ustrojowego i cywilizacyjnego; zdaje się nie zauważyli, że egzystencja urodzonych, spadkobierców, zstępnych przebiega zgliszczami wojny światów; wojny, która - szczególnie w Galicji - położyła kres rozczulającej opowieści na temat rzekomej jedności wspólnoty narodowej. Zanim ten mit zasili skarbnicę dziejowych mądrości, rozproszyć trzeba będzie pamięć ran. Niech minie jedno, drugie, trzecie pokolenie...
            Mniej więcej w połowie tego procesu ostrość deklaracji wrogości czy rezerwy stanowej zasadniczo złagodnieje. Już się zawieranie znajomości, a nawet małżeństw szczęśliwych modne stanie. To nie były decyzje od rzeczy. Potomkowie dawnej szlachty, wykształceni światowcy nabierali przekonania, że postępują ścieżką królewską. Małżeństwa zawierane w książęcych kołyskach modelowały na dziesięciolecia państwową rację stanu. Nic tak dobrze nie służy narodowej zgodzie, a wiadomo, że ze zgody bierze się siła, jak wspólna sień, talerze, talarki i powijaki. Świadkiem tej oczywistej prawdy jest Poeta - brat przyrodni Gospodarza. Tradycja zapoczątkowana "Plotką o <Weselu>" Tadeusza Boya-Żeleńskiego wskazuje, że prototypem Poety był Kazimierz Przerwa - Tetmajer (latawiec - czytaj - podróżnik rodem z Ludźmierza) trzydziestopięcioletnia wówczas gwiazda poezji polskiej, ktoś więcej niż sławny, ktoś z zasług nadmiarem. Wyspiański prezentuje go z niewielkiego dystansu, w tej i owej kwestii dopuszcza do głosu, w innej tylko pozwala się odzywać, ripostować. Poeta przyzwyczaił nas do funkcjonowania w równoległych perspektywach; jest przede wszystkim doświadczonym  podrywaczem, któremu jednak ciągle wyrywa się przepióreczka, jest także świadomym, konsekwentnym, poszukującym przedstawicielem artystycznej bohemy, twórcą ze znajomością mechanizmów organizujących pełnowartościową wypowiedź artystyczną. Czasami wiedza wodzi go ścieżkami zawstydzenia. W dialogu z przyrodnim bratem - też artystą - wykłada mętną teorię sposobem swobodnej improwizacji, z której wynika mało albo bardzo niewiele. Poeta w  "Weselu" nie jest ani mocarzem elokwencji, ani skutecznym retorem. Owszem, jest już coraz mniej trzeźwy, coraz intensywniej zatapia się w lepkim smarowidle gęstniejącej nocy. W przytoczonych fragmentach ani myśli dominować, ani myśli przewodzić. Rozmowa z Rachelą prezentuje go w roli biorcy, świadka rozkwitającej wyobraźni, powolnego, urzeczonego słuchacza. Delikatny podryw: "Ach, pani się zarumienia," to wszystko,  na co go stać.  Personą dominującą jest w tej scenie Rachela. Ona decyduje praktycznie o każdym szczególe, nawet o roli, jaką w tym dialogu miałby do odegrania Poeta. Warto wspomnieć, że najcenniejszą zasługą wyobraźni młodopolskiej jest wszędobylska animizacja. Wszystko lub prawie wszystko tam żyje. Dzisiaj gotowi jesteśmy widzieć w tym przejaw konwencji fantastycznej, ale wówczas była to jedna z jej dość często eksponowanych odmian, jaką jest spektakularne ożywianie. Fantastyka europejska to konsekwencja romantyzmu. Romantyzm inspirował się Szekspirem. Szekspir był wielkim wyzwaniem artystycznym Wyspiańskiego, który zgodnie z intencją twórcy "Hamleta" nie szczędził kontaminowania pierwiastków nadprzyrodzonych z jak ostrze szpady zimnym realizmem. Oznaką fantastyczności u Szekspira były budzące grozę epizody z pogranicza światów. Zdarzają się także próby ożywiania (zakrwawiania) przedmiotów. Fantastyka nowożytna kontynuuje koncepcje artystyczne literackich utopii. Zaczyna się najczęściej od gorączkowego podglądania nieba i wydobywania się z dołka, w którym najczęściej lądował urzeczony widokiem. Fantastyka stanowiła muskularne ramię fantazji wypolerowanej pigmentem zdrowego ładu. Dość wskazać rewelacje epoki oświecenia, przywołać na świadka Jonathana Swifta i jego słynne "Podróże Guliwera", by zauważyć, że konwencja fantastyczna to znaczący, spory odprysk wyobraźni alegorycznej. Pierwiastki fantastyczne znajdziemy u romantyków uprawiających wszelkie, jakie są do pomyślenia, rodzaje literackie. Rewelacje Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego. Jest także Goethe i T. A. Hoffmann. Ożywienia, personifikacje, język osobniczy, nadrealizm oryniczny to znaki szczególne formacji szukającej szerszego oddechu i powiększonego spektrum. W wielu realizacjach tego motywu odnajdziemy próbę nadawania przedmiotom statusu moralnego i symbolicznego. Jeśli mówię w wielu, mam na myśli utwory autorów, których łączy bardzo mało albo nawet nic. Chciałbym zwrócić uwagę na... Dostojewskiego... autora tekstów zebranych w tomie: "Opowieści fantastyczne". Legenda głosi, że powstawały one z potrzeby serca. Ktoś da wiarę? Zwykle dzieje się na odwrót. Zwykle fantastykę jako preferencję przewodnią uprawiają osoby pragnące stabilizacji zawodowej. Popełniają te swoje utworki - potworki dla grosza; zawsze z przewrotną obietnicą: jeszcze tylko dwa dziełka i odtąd pisać będę coś, co przyniesie potwierdzenie talentu. Dostojewski tworzył przeważnie pod pistoletem zobowiązań kreowanych przez wierzycieli, w "Opowieściach fantastycznych" postąpił zgodnie z najświętszą wolą rezydującego w nim demiurga. "Sen śmiesznego człowieka" to wielkie, z dna serca płynące przypomnienie, że naszą powinnością jest i pozostanie rzetelna dbałość o zalegające w nas pokłady dobra. Gdyby to zdanie pokazać bez otoczki fabularnej, brzmiałoby zwyczajnie, prosto jak każde inne. Dopiero w kostiumie i otoczeniu brzmi z właściwą temu poglądowi głębią. Ktoś zapyta, czy trzeba było serwować nam aż tyle? Owszem, trzeba było.      
            Tak sformułowane pytanie postawmy przytoczonym w arkuszu fragmentom "Wesela". To pytanie postawmy "Weselu" i Wyspiańskiemu. W jaki sposób uzasadnić obecność świata fantastycznego w dramacie, twórczości i życiu? Odpowiadając automatycznie i bezrefleksyjnie moglibyśmy się zgodzić, że świat nadrealny wykreowany w procesie twórczym jest lepszy jakościowo i gatunkowo od tego, w którym przyszło autorowi mieszkać. Idealny lub wyidealizowany świat to miejsca ucieczki? Eskapizm nie jest niczym szczególnie nagannym! Czasami bywa jedynym argumentem potwierdzającym godność, samodzielność i odpowiedzialność za siebie i innych. Czasami jednak stanowi przykład tchórzostwa, oportunizmu, konieczności izolowania się czy oderwania od tego co najważniejsze. Jaką zatem rolę w kreowaniu przesłania dzieła mają elementy spod znaku wyobraźni? Przede wszystkim poszerzają i rozjaśniają spektrum. Warto wspomnieć, że "Wesele" to klasyczny "nokturn". Widać mało, słychać więcej. Żeby coś zobaczyć, trzeba się zbliżyć z pochodnią, świecą, łuczywem. Ileż trzeba, by w skąpo oświetlonym korowodzie dostrzec zarys figur świata nadprzyrodzonego. "Wzrok się przyjemnie ułudzi" deklarował młody autor "Ballad i romansów". Czegoś podobnego doświadczał świadek spraw, który nagle zobaczył je w całości w błysku nagłego zrozumienia. Spójność koncepcji, w tym przypadku zdolność widzenia w ciemnościach, przebija rangą najrozmaitsze osobliwości! Język, dialog, hierarchia, konsekwencja zachwycają o tyle, o ile spajają, spinają fakty dostrzeżone w ramach nadprzyrodzonego błysku opowiedzianego i rozpisanego na głosy w ramach sumiennego literackiego przedsięwzięcia.  Przytoczone sceny nie wyłamują się z objęć zastosowanej w utworze koncepcji. Zapobiegliwie osadzony w słomianej pałubie krzew różany staje się na życzenie Racheli koryfeuszem innego korowodu. Rachela przeżywa trudne chwile, coś w rodzaju dramatu odrzucenia, stąd potrzeba - zachęta, by zainicjować działania upowszechniające doświadczenie chaosu. Wiemy, czym się kończy tupet nadrealizmu w "Weselu", znamy również moment początkowy tego procesu. Bramą, przez którą przedostały się widma, pioruny i brzęczenia oraz idealizacje personalne określane przez autora mianem: Osoby Dramatu - jest Poeta. Jako zagadany już przez jedną (Marynę), jako sprawozdawca nierozsądnej koncepcji dzieła artystycznego, kolejny raz, jako zepchnięty w bierność - wbija się coraz bardziej w rolę urzeczonego widokami samej tylko odrębności. To jest ten moment, gdy ktoś niepozorny dotąd (Rachela) przełamuje opór, ramy i granic wyobraźni, żeby się mogły okazać sprawy, jakie nie śniły się filozofom, poetom i walecznym.
            Antropomorficzny kształt Chochoła to figura formalna i porządkująca. Z kawalkady podejrzanych person wyłamie się jedynie Wernyhora. Jego pojawienie się wszystko zmieni. Właśnie - pytanie zasadnicze: co zmieni? Powtórzmy, co zmienią: róg, podkowa, Słowo? Zmienią naturę dyskursu! Do tej pory pogwarki na rozdrożach (realności i nadrealności) miały charakter potyczki. Pojawienie się Wernyhory i pseudo muzyka Chochoła otrzymały rangę aktu świadomości powszechnej. Jeden budzi, intryguje, dyscyplinuje, rozkazuje, przekazuje, znika. Drugi odwrotnie: wdziera się, fałszuje, usypia, stawia stempel, konstatuje własną wygraną. Krzew różany zapobiegliwie przed chłodem snopkiem słomy obstawiony, okutany. Chochoł - przebogata symbolika, którą najrozsądniej acz do czasu radzi sobie elokwencja rezolutnej, jedynie trzeźwej obok Wyspiańskiego, Isi. Wyspiański tej nocy nie pił, zupełnie tak, jakby to, na co patrzy, jakby to, co nagle zobaczył, stało się samym w sobie doświadczeniem upojenia możliwościami Teatru Ogromnego. A może nie pił, ponieważ miał zamiar wszystkich porozwozić po domach, kwaterach? Zaiste, w jakim sensie tego dokonał. Przyszły autor "Wesela" - wystąpił w roli starszego drużby, w pewnej chwili zauważył, jak z miniatury Matejkowskiego "Wernyhory" zstępuje postać tytułowa i wypowiada sakramentalne: "Sława" oraz obiecujące: "Jutro". Od tej chwili objął go rodzaj zachwycenia. Objął go i trzymał do końca marca następnego roku. A miał tak wiele w tych Bronowicach zrozumieć, do tego i owego się poprzyznawać. Na postaciach bliskich znajomych nie zostawia suchej nitki, szczególnie dotkliwie poturbował Poetę, którego koncepcje promujące przywiązanie do tradycji rycerskich uznał za bolesny anachronizm. Kto zna twórczość malarką Wyspiańskiego, ten wie, że wszelkie próby idealizowania podejrzanych "wartości"  kończy esplanada korowodu spod znaku groteski. Rycerz Poety to truchło sprzed wieków. Najwyższa pora odwrócić akcent. Za chwilę witanie jutrzenki.          



sobota, 6 czerwca 2020

Giełda


    Giełda. Tak właśnie określa się tradycję typowania tematów maturalnych. Wbrew pozorom nie wypada zwyczaju kompromitować czy potępiać. Za każdym razem pytania typu: co będzie tym razem, skoro lata temu, przed rokiem, na próbnej (pierwszej i drugiej) pojawiło się to czy tamto. Typowaniu ewentualnych tematów tegorocznej matury z języka polskiego przyporządkować można najrozmaitsze emocje i skojarzenia. Wędrówka przez konstelację motywów, żonglowanie tytułami dzieł z kanonu obowiązkowego, szafowanie epitetami: ogwiazdkowany - nieogwiazdkowany nie przypomina zachowań i emocji znanych z domów gry. Prognoz bukmacherów też nie znam; wszelako przedmaturalnego giełdowania nie krytykuję, tym bardziej nie potępiam. Po pierwsze: potwierdzamy związek z tradycją uciśnionych niepewnością, lękiem, stresem; po drugie za sprawą typowania przeprowadzamy coś w rodzaju kultywacji rozległego obszaru wiedzy historycznoliterackiej oraz uruchamiamy się, ażeby poznać realną siłę bezcennych skojarzeń. Istnienie związków bieżącej sytuacji z tematem maturalnym można wykazać i udowodnić; stąd na giełdzie roi się od ewentualnych pewniaków. Choroba, epidemia, izolacja, kryzys, rozpad więzi, izolacja, rodzina, odpowiedzialność, heroizm, nadzieja, uzdrowienie, wiara w Boga, pragnienie odmiany losu,  świat medyczny, pacjent, rząd, zaufanie społeczne, odpowiedzialność. A pytania w obrębie tych zagadnień, jaki mogłyby przyjąć kształt? W jaki sposób bohaterowie literaccy podejmują zmagania....? Czy odpowiedzialność za siebie i innych może mieć wpływ na....? Sytuacja zagrożenia jako czynnik organizujący świadomość i postępowanie bohatera....
      I pytania operacyjne: przedstaw, zajmij stanowisko, odnieś się, uzasadnij, udowodnij, odpowiedz. Te i tym podobne operatory na pewno pojawią się w drugiej części zagadnienia egzaminacyjnego. W przedstawionych czasownikach znajduje się coś więcej niż tylko polecenie; to są czasowniki operacyjne ukazujące metodę i udowodnienia tezy.
    A co z kontekstami i innymi utworami? Proszę nie przeszarżować z "Kamieniami na szaniec", ta wspaniała powieść przy wszystkich jej zaletach nie ma zbyt szerokiego spektrum. Nie twierdzę, że nie ma w ogóle; ma, ale węższy. Dużo więcej korzyści przyniesie twórcze skojarzenie z dużo bardziej złożoną "Lalką", "Weselem" czy "Panem Tadeuszem" - o ile utwory te nie wystąpią w roli zasobnika fragmentów przedrukowanych w arkuszu. Zważaj na pułapki, jedną z nich jest dopisek pod fragmentem informujący, z którego wydania korzystał konstruktor zestawu. Data i miejsce mogą być mylące, ale tylko dla nieświadomych tego zwyczaju.
      Przestrogi i przypomnienia na koniec: nie licz argumentów, nie dokonuj samooceny, nie chwal się niewiedzą czy brakiem fachowości, kieruj się zdrowym rozsądkiem, nie twórz wyrafinowanej dysertacji (to co stworzysz zachwyci nieliczne grono), dokładnie odczytaj pracę dokonując korekty w miejscach jej potrzebujących, zadbaj o zapis, wyodrębnij składowe rozprawki za pomocą wcięć, pismem staraj się wzbudzić sympatię czytającego, unikaj błędów, Łam, czego rozum nie złamie. Nie licz słów - nawet ołówkiem - i ze świadomością, że pod koniec zawodów zetrzesz zapis gumką   Nie zetrzesz, nie zdążysz. Bądź czujny i spójny. Nie żałuj słów, nie licz  słów - licz na słowa! Powodzenia!

Głową... do końca

  Głową… do końca Opublikowano 14 lipca 2006 | Przez Corona radiata       Głowa, gdy mądra, i z nogami rada rozumem się dzielić. Najpi...