czwartek, 24 września 2020
Tydzień Języków Obcych
niedziela, 13 września 2020
Ilustracja sytuacji mitycznej - zadanie
Ilustracja sytuacji mitycznej - zadanie
To zdjęcie plenerowe z... Chorzowa. Wykonałem je dawno, kierując się instynktem solennego kolekcjonera osobliwości oraz znaków zapytania. Podpowiadał mi wówczas: działaj, podobna okazja zapewne się nie zdarzy. Po latach to zdjęcie wypłynęło w trakcie remanentu przepastnych zasobów jako ozdoba katalogu: Varia.
Twoje zadanie polega na tym, aby powiązać sfotografowany obiekt z sytuacjami przedstawianymi w mitach. Mit to opowieść o czynach i przyczynach; w świecie przewidywalnego ludzkiego doświadczenia odnajdujemy ślady obecności: bogów, herosów, gigantów i wielkoludów.
Celem nadrzędnym opowiadania mitycznego jest wyjaśnienie tajemnicy, ustalenie genezy i wskazanie źródła. Mit to także rezerwuar poszlak wewnętrznych zmagań, trudnych wyborów, konfrontacji charakterów z warunkami, w których przyszło działać bohaterom.
Aby zdecydować się na czyn, którego skutki odzwierciedla fotografia, potrzebny był: namysł, sprawność, siła, kompetencja oraz determinacja.
Opowiedz na piśmie - zajmująco i z przekonaniem: kim mógł być "wykonawca" lub kim byli "wykonawcy" tak osobliwej instalacji. Jak do niej doszło, jaki cel przyświecał wykonawcom i - generalnie - co chcieli przez to powiedzieć... a co powiedzieli.
Odszukaj znaczenie i genezę hasła: "węzeł gordyjski". Skojarz ten termin z przedstawionym obiektem i odpowiedz, czy widzisz jakieś podobieństwa, a może zamiast podobieństw dostrzegasz wyłącznie różnice.
Spodziewam się prac ściśle na temat :) interesujących, zajmujących, ciekawych, poprawnie zredagowanych. Tytuł ma znaczenie, zatem i w tej kwestii pozwól, aby poniosła Cię twórcza wyobraźnia.
Powodzenia
Pozdrawiam Cię
poniedziałek, 7 września 2020
Tableau
Tableau
Z ustawionego na szczycie pudełka
wyskakuje zdziwiony ptak i zaczyna
gonitwę po klasie…
Lądując na naszych
głowach
zastyga jak
zasztyletowany motyl
Mój
filigranowy uśmiech –
przyczajona
tajemnica
poplamiona
twarz sąsiada
jakby
przed chwilą popijał z kałamarza
spojrzenia
pełne pytajników
stygmaty
zdrady
potargany
zeszyt –
bezwonne
autodafe.
Oglądam nasze
pierwsze tableau
jego mocne i słabe
punkty
twarze oblane
światłem
urodę zamyślenia.
Komplet.
Pani jak młoda
brzózka
rzuca cień na ścianę.
Milczą drewniane
liczydła.
Ręka, która za chwilę
postawi każdego z nas
na drodze bez powrotu
–
jeszcze śpi.
niedziela, 6 września 2020
Lektury dla klasy pierwszej technikum
Lektury OBOWIĄZKOWE – zakres podstawowy
- Biblia,
w tym fragmenty Księgi Rodzaju, Księgi Hioba, Księgi Koheleta, Pieśni nad
Pieśniami, Księgi Psalmów, Apokalipsy wg św. Jana;
- Jan
Parandowski, Mitologia, część I Grecja;
- Homer,
Iliada (fragmenty), Odyseja (fragmenty);
- Sofokles,
Antygona;
- Horacy
– wybrane utwory;
- Bogurodzica;
Lament świętokrzyski (fragmenty); Legenda o św. Aleksym (fragmenty);
Rozmowa Mistrza Polikarpa ze Śmiercią (fragmenty);
- Kwiatki
świętego Franciszka z Asyżu (fragmenty);
- Pieśń
o Rolandzie (fragmenty);
- Gall
Anonim, Kronika polska (fragmenty);
- Dante
Alighieri, Boska komedia (fragmenty);
- Jan
Kochanowski, wybrane pieśni, w tym: Pieśń IX ks. I, Pieśń V ks. II;
psalmy, w tym Psalm 13, Psalm 47; tren IX, X, XI, XIX; Odprawa posłów
greckich;
- Piotr
Skarga, Kazania sejmowe (fragmenty);
- wybrane
wiersze następujących poetów: Daniel Naborowski, Jan Andrzej Morsztyn,
Mikołaj Sęp-Szarzyński;
- Jan
Chryzostom Pasek, Pamiętniki (fragmenty)
- William
Szekspir, Makbet, Romeo i Julia;
- Molier,
Skąpiec;
Lektury z zakresu podstawowego
oraz:
- Arystoteles,
Poetyka, Retoryka (fragmenty); 2)
- Platon,
Państwo (fragmenty);
- Arystofanes,
Chmury;
- Jan
Parandowski, Mitologia, część II Rzym;
- Wergiliusz,
Eneida (fragmenty);
- św.
Augustyn, Wyznania (fragmenty);
- św.
Tomasz z Akwinu, Summa teologiczna (fragmenty);
- François
Villon, Wielki testament (fragmenty);
- François
Rabelais, Gargantua i Pantagruel (fragmenty);
- Michel
de Montaigne, Próby (fragmenty);
- Jan
Kochanowski, Treny (jako cykl poetycki);
- Piotr
Skarga, Żywoty świętych (fragmenty);
- William
Szekspir, Hamlet;
uczniowie mają
przeanalizować dwie pozycje z poniższej listy.
- Sofokles,
Król Edyp;
- Mikołaj
z Wilkowiecka, Historyja o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim
(fragmenty);
- Dzieje
Tristana i Izoldy (fragmenty);
- Giovanni
Boccaccio, Sokół;
- Mikołaj
Rej, Żywot człowieka poczciwego (fragmenty);
- Andrzej
Frycz Modrzewski, O poprawie Rzeczypospolitej (fragmenty);
- Miguel
de Cervantes Saavedra, Przemyślny szlachcic Don Kichote z Manczy
(fragmenty);
- Wespazjan
Kochowski, Psalmodia polska (wybór psalmów);
- Wacław
Potocki, Transakcja wojny chocimskiej (fragmenty z części I);
- Ignacy
Krasicki, Monachomachia (fragmenty);
- Stanisław
Trembecki, Franciszek Kniaźnin, wybrane utwory;
- Jędrzej
Kitowicz, Opis obyczajów za czasów panowania Augusta III (fragmenty);
sobota, 29 sierpnia 2020
Leczo - tym się leczę
Sierpień
na ostatniej prostej, szczeblujmy więc po precjoza z pola i ogrodu. Moment to specyficzny: warzywa dostają
rumieńców, pod osłoną coraz cieńszej skórki solenny urodzaj lata i odwaga wiosny;
pomyślmy tylko - wszystkiego po uszy, co nie znaczy po sufit (jakby się chciało).
W świecie warzyw miękkich spełnia się właśnie soczysta obfitość. Tylko ceny
spać nie chcą, choć mogłyby nieco… ale trudno, widocznie jest coś, o czym nie
wiem. Zwyczajowo o tej porze wchodzę na kulinarną orbitę, by myśleć o potrawach
z prawdziwego zdarzenia. Preferuję jednogarnkowe. I tu uwaga pierwsza: ryzyko
otrzymania rodzinnej reprymendy nie powinno hamować kreatywności przy kontuarze
i w okolicy palnika kuchenki. Uwaga druga: te potrawy sporządzają się same; są
jak konie, które lepiej od woźnicy wiedzą, którędy i dokąd prowadzi droga. Sierpień
– spolegliwy nauczyciel – dzieli się zapasami wypracowanej mocy, niczym majętny
dziedzic obsługuje stoły.
Na
pierwszy ogień leczo. Nawet nie próbuj sporządzać tej potrawy w niskim garnku. Konieczny
trzy i półlitrowy oczywiście z przykrywką. W potrawie dominuje dobrakowska
cukinia, zanim jednak trafi tam, gdzie trzeba, poważne należy uczynić
zastrzeżenie; leczo to ozdoba blatów naszych bratanków, którzy zasłynęli z dań
ostrych i mieszanych, czyli warzywno-mięsnych! Spód garnka okładam pokrojonymi
w kostkę kawałkami boczku. Na niewielkim gazie blanszuję z boczkiem pokrojoną w
krążki cebulą – wystarczą cztery średnie lub trzy duże. Ważne, aby składniki zawiązały
i utrwaliły serdeczną relację, w związku z tym oszczędźmy im początkowo przypraw;
są konieczne, ale przyjdzie na nie właściwsza pora! Po dziesięciu minutach
dodajemy do syczącego zaczynu potrawy dodajemy kawałki innych warzyw i owoców 😊
Pierwszeństwo ma warzywo twarde, czyli centymetrowe krążki sporej marchwi, po niej
ląduje w cieple czerwona, zielona i żółta papryka. Trzy albo cztery sztuki z
przewagą papryki czerwonej. Papryka powinna być porwana na spore cząstki, zatem
nóż tym razem zbędny. Sporej wielkości cukinię albo dwie mniejsze kroimy na
kawałki bez oczyszczania gniazd nasiennych. Są generalnie dwie szkoły, jedna
zaleca dusić cukinię w postaci obranej, druga przekonuje, by dusić ten owoc
(Sic!) ze skórą. W naszym garnku robi się ciasno, to moment, by do potrawy
dodać kawałki czterech dorodnych, pękających pomidorów. Ostatnim składnikiem
stałym jest bakłażan. Kroimy go na kawałki, paski lub talarki. To wszystko
powinno balować na małym ogniu nie dłużej niż godzinę. Po trzydziestu minutach
od dodania ostatniego składnika zaczynamy przyprawiać: sól, pieprz, zioła
prowansalskie, słodka papryka, ostra papryka, przeciśnięte przez praskę trzy
ząbki czosnku. Potrawę należy co jakiś czas przemieszać drewnianą łyżką. Smak
powinien być: ostry – lekko kwaśny. W roli idealnego korektora smaku sprawdzi się
pokrojony w kostkę kiszony ogórek albo pół szklanki wody z ogórków. Smak
korygujemy dziesięć minut przed zakończeniem duszenia. Wieńczymy przyprawianie
szczyptą majeranku startego opuszkami. Potrawę serwujemy w półmiskach z
dodatkiem chleba razowego. Leczo to potrawa uniwersalna. Szybko znika. Smacznego!
Składniki potrawy:
20 dkg wędzonego boczku
Trzy lub cztery cebule
duża marchewka
2 czerwone papryki
1 papryka zielona
1 papryka żółta
duża cukinia lub dwie mniejsze
cztery dojrzałe pomidory
średni bakłażan
trzy ząbki czosnku
opcjonalnie ogórek
kiszony lub pół szklanki wody z ogórków
Przyprawy:
sól, pieprz, papryka
słodka, papryka ostra (płaska łyżeczka), zioła prowansalskie, majeranek
poniedziałek, 24 sierpnia 2020
Od kilku dni niepokój
Od kilku dni niepokój, dojmująca świadomość bezradności. Na stosie perforowanego konkretu, jakieś obrazy dziwne, od dawna znane twarze, jak asymptoty punktu początkowego i granicy kresu. Gdy przyśni się nam, że żyjący umarł, znaczy – długo żyć będzie. Nie znaczy, że w nieskończoność i że nawet nas – ładnych i zdrowych - ten ktoś przeżyje. Nic mi na ten temat nie wiadomo. Być może kiedyś się dowiem. Stopniowo zaczynam pojmować sens złożonych asymetrii. Na łacie wilgotnego piasku samo myślenie o kresie, wyzwala nieśmiało projekt punktu początkowego. Trwanie to fragment wykresu osi. Momentu inicjalnego wolałbym jednak nie sytuować w najbliższym sąsiedztwie zera. Zanim się wszystko rozpocznie, na wielu płaszczyznach rozbłyśnie, całkiem realnie już byliśmy, byliśmy tak konkretnie, a zatem z tej racji jesteśmy nadal. Dojmująca świadomość bezradności wobec odejść tylu, pytania: jak przeżyją nowicjat w najdosłowniejszej Superbudzie, zanim się zacznie Sąd z miłości, Tam, Gdzie Mieszkań Wiele? Jak przebiegać będą spotkania, na które czekałaś? jak zareagujesz na samą ewentualność rozmawiania z bratem – bliźniakiem Mickiewiczem, młodszym odeń Krasińskim, licznymi romantykami krajowymi, ożywionymi racją moralną i porządkującą, uczonymi, prowincjonalnymi, zaściankowymi, tytanami efektu potrzebnej wszystkim pracy, a także tymi, którzy w kolaskach prawie niewidoczni? Powita Cię szpaler sztucznie ugrupowany, sztucznie, czyli specjalnie na tę okoliczność. Ciężarówka podjedzie, na jej pace książki, a wokół Ciebie autorzy, o których pisałaś. Tak to sobie wyobrażam. Nie spodziewaj się, Mario, błysku ostrego zrozumienia; przewiduję raczej proces: długi, niecierpliwy – trzy proste równoległe i dylemat krzywy.
Przepraszam, ale wbrew Twojemu wyznaniu bez wyznania, solidne tezy Twoje brałem za… teologię. W epoce nazbyt oczywistych memów – karleją rykoszety dawnych labiryntów. Jeden z nich przedstawia Boga Ojca przyjmującego Cię z galanterią Twojej biblioteki, albowiem – chcąc nie chcąc – umacniałaś wiarę w sercach wielu. Wiarę wbrew literze – Mario. I jeśli się uważasz za cząstkę litery, to także wbrew Tobie. Przepraszam za nadmierną kolegiackość, za to jedno przepraszam, za wszystko inne - dziękuję. Ktoś kiedyś wyprowadził z cieśni Twoją nadzwyczajność; nie było to wyznanie wiary, było to wyznanie miłości. Nie mogłem odtąd czytać Twojej „Gorączki…” jak typowego wykresu. Tak być kochaną tylko Tobie dano. Nie wiem – czy wiesz?
Nie wiem – czy wiesz i o tym, ale rozsiewasz wokół konfetti najrozmaitszych i najdziwniejszych asocjacji. Wystarczy pomyśleć – Mońki. Ale wyobraź sobie też bazylikę na czeladzkiej górce. Widzisz ją? Prawda, można jej kształt pomylić z zarysem nadpalonej Notre Dame. Mylą się zwłaszcza ci, którzy nie widzieli Paryża, zaspakajając ciekawość strzępem podrasowanej ikonografii. Twórca tej bazyliki tak się na wzór zapatrzył jak onegdaj Napoleon na kościół Świętej Anny w Wilnie. Zachwyceni oświadczyli (każdy w swoim czasie) – przeniosę skarb ów (koniecznie, natychmiast). Bazylika czeladzka przywołuje figurę świątyni jako progu. Kto zniszczy ten jej aspekt – tego zniszczy Bóg. To jest miejsce dziwne, tam się dzieją historie mimo i fenomeny wbrew. Można tam przepaść – można się odnaleźć. Tylu sprzeczności w żadnej świątyni nie znajdziesz… Jedną z jej symbolicznych figur jest pani ołtarzewska, którą zachłanna wyobraźnia określiła tytułem Twojej młodszej siostry, powiedzmy Gabrieli albo Barbary – jak Ty niezamężnej. Skąd skojarzenie? Wiesz – nie wiem, zachodzę w głowę. Skoro widzę w niej siostrę Twoją, to widzę i Ciebie, widzę jak na jednej gałęzi dojrzewają podobne owoce. Na Twoje podobieństwo dba o każdy szczegół, zastępując roztropnie szwadron ministrantów. Kiedy trzeba – zadzwoni, w odpowiednim momencie usłuży księdzu łódką i kadzielnicą, kiedy trzeba - dostarczy, rozwinie i zapoda welon. Zaskakuje rzadko gdzie widywanym pragmatyzmem, który o serce sacrum delikatnie ociera. Intendentka i gospodyni. W epoce Kochanowskiego takimi oto czynnościami zajmował się proboszcz. Jakoś szczęśliwego kresu sięgnęła celebracja sobotniej Mszy świętej, relikwiarzem Świętego Charbela pobłogosławione zostało ostatnie ogniwko dosyć długiej procesji, gdy górny pułap świątyni poważnie oświadczył zebranym, że coś jest wyraźnie na rzeczy, bo na wysokim niebie toczą się dzikie spory. Próbę opuszczenia bazyliki przez pana w skarpetkach i sandałach zwieńczy śmiech wielorakiego zestawu pokoleń zgromadzonych w przedsionku. Nawet ryzykant osobliwie się zaśmieje. Hiperbole letnich żywiołów nadymają się nagle i prędko, by trwać przeważnie krótko – dwa, trzy, cztery kwadranse, po których sytuacja zwolna przechodzi w fazę początkową procesu naprawiania szkód. Nie miałem nic przeciw temu, podmuchy neogotyckiemu kolosowi niegroźne. Pomyślałem: oto moment, by tego i tamtego solidnej omodlić; tak, tego chce Pan Bóg, tego też pragnie moja dusza. Na ołtarzu świece zgasły, pod obrazami Świętych nie płoną już wieczne lampki, już świat ukołysany, świeci się jedynie przed tabernakulum i w przedsionku bocznym. Wokół mnie ciemno jak przed pasterką w Bogucicach. Zewsząd zrywają się głosy; co na to – zapytałem w myślach – pani ołtarzewska, czyli Twoja siostra Gabriela, Barbara? Otóż, niczym anioł skutecznej pociechy, zmieszała się z rzednącym stopniowo tłumem. Możecie tu stać, dokąd wola. Nikt was stąd nie wyrzuci, nie wyprosi. Po kilku oczekujących na zmianę aury przyjechały samochody krewnych i znajomych. Nad wypolerowanym dachami i rozłożystymi koronami morze ogromne szaleje, ani myślę wychodzić, skoro spodnie nowe i koszula też zadbana. Żadna sztuka dać się zmoczyć, zwłaszcza w sytuacji, gdy pani ołtarzewska klamki nie wskazuje. Dopiero wtedy, gdym zrozumiał do końca, że świątynia jest skałą, na którą się chronię, arką w światowej powodzi, zasznurowano wysokie krany. Nawet wiatr ucichł, acz nadal liście trącał.
Zatem miejscem schronienia jest. Ty
miałaś bibliotekę tym i owym bogaconą. Jeżeli księga nie będzie punktem
gromadzenia – nic po niej. Wystarczą dwaj albo trzej, by się ziścił fizyczny i
prawny warunek, ale trzeba zasadniczo liczniejszego grona. Przyjaźń, która trwa
i trwa, filomacka igraszka w czymkolwiek nurzana. Od tej chwili o samotności
i jej wodach mowy być nie może; jako zdeklarowany zwolennik administracyjnych nakazów
bezwarunkowo twierdzę, że czeka na Ciebie kwatera na pierwszej kondygnacji
potężnego gmachu, nad szczytem trzypiętrowego filaru, choć może wyżej.
czwartek, 20 sierpnia 2020
Wstawaj!
Wstawaj! To twoja ostatnia szansa. Przejdziesz ją - pożyjesz, nie uda się – płyń z prądem. Robili, co mogli, by go zniechęcić. Koleżeństwo gapiło się współczująco, ale rzadko podnoszono tę kwestię na forum; praca to nie wczasy, dotąd miewał pod ostre, bardzo ostre górki, wiadomo jak w życiu: podobne przyciąga podobne. Miewał, bywało, mijało, spływało, wypadało, zapadało; w tajnych labiryntach pamięci tasowały się roczniki, sekwencje zgranej talii, nawet gdy spotkał mimochodem podopiecznego sprzed lat i gdy, uwolniwszy kranik emocjonalnej pompki, kierował wątek w stronę surowej osnowy i katalogu bursztynowych okrętów, pytając o kariery kolegów, z którymi rzekomo tamten onegdaj tworzył szlachetną komitywę – odpowiadano mu pogodnym, delikatnym skrupułem, co w osiwiałej wyobraźni zajmującego się przewiązywaniem pomidorów i krojeniem buraków, budziło zachłanną lawinę, pod ciężarem której znikał wysiłek wieloletniej pracy, utrapienia nocy oddanych hieroglifom, odciski długich wieczorów nad książkami, wątpliwej urody kultywowanie faktów wykraczających poza horyzont egzystencjalnej przydatności. Zaiste wstyd, panie psorze, aż tak zasadniczo się mylić, po starej znajomości, na mocy zasług i łask nam przez pana udzielonych, uroczyście w imieniu klasy, ba całego naszego rocznika, ślubuję: zapomnieć, nie pamiętać i przy lada jakiej rozmowie, czy to w przedziale, czy pod lasem, czy na uniwersytecie, za gumnem, na skarpie, pod skarpą publicznie nie wyłuszczać, tusząc, iż musi pan mieć coś z głową, że zawsze pan z głową coś miewał, bo do czego doszło, żeby naszego składu nie móc zapamiętać, imion nie kojarzyć, nazwiska przekręcać. Pomyślałby pan, ja to z zamkniętymi oczami wymieniam jak leci sekwencję zwycięskiej drużyny mundialu 1982 – nazwiska, powiadam panu, z pola i całą ławkę rezerwowych z imionami trenerów odnowy – chwalił się z instynktownie hamowaną ostentacją zmuszony do milczenia, zachęcony do niepamiętania – a pan lewie co pamięta, że zawody te rozgrywano w Hiszpanii. Zapomniałem, faktycznie - rzecze pod własnym nosem profesor – ale musisz przyznać, że pamiętać nie bardzo muszę, bo przecież niczym nadzwyczajnym się nie wykazaliście, żadnej tam u was emocji porządkującej, żadnej siły wektorowej, bierność, niemota, rdza, kamień, omszały pręt - zwyczajne polerowanie siedzisk hali odlotów. Najmniejszej inicjatywy, próżność, nerwowe wyczekiwanie na brzęczączkę megafonu. Tak też można, ale co to za życie!? Właśnie, panie psorze, co z tego komu, że mam porządek w komputerze i każdą zakładkę we właściwym katalogu; zauważyłem, że wyznaję perspektywę, która niczego nie tłumaczy, niczego nie wyjaśnia. Zaiste, uważam – westchnął w myślach profesor – że powinno się szukać nade wszystko tego, co poginęło, to jest prawdziwe życie, a nie: kupujesz kąsek pola, trzy ruchy szpadlem i od razu perła. Bo my byliśmy tacy, no nie wiem, tacy jacyś … porządni. Tacy… hmm… bez właściwości.
Wstawaj,
pójdziesz tam, gdzie się rozlega melodia dawnych bohaterów, robiłem, co w mocy, by przysposobić ci lepszych. Pomyśl o
tych, których tam zastaniesz, na ich czołach wycisnąłem znak Mój i drzwi na
oścież szeroko przed każdym z nich zostaw, bo zamykać nie twoją kompetencją,
nie do ciebie należy przemieniać a współczuć. Jak dalece ci się to uda, tak
głęboko ugruntuje się łaska. Spójrz wreszcie na nich ze współczuciem, twoja
ostatnia szansa, reszta to konfetti chybionych pomysłów, drobnoustroje rojeń, glutów
i wymazów. Ruszaj!
Głową... do końca
Głową… do końca Opublikowano 14 lipca 2006 | Przez Corona radiata Głowa, gdy mądra, i z nogami rada rozumem się dzielić. Najpi...
-
z Dantego Alighieri, La vita nuova . Sonet II - naśladowanie Przebiegli, bo pobiegli ścieżyną miłości, Ku płytkiej namię...
-
„Alicja w krainie czarów”. Premiera spektaklu w Teatrze Śląskim. Lewica, prawica, centrum – wszystko we mnie pracowało; zgodnie, radośnie,...

