czwartek, 30 lipca 2020
poniedziałek, 27 lipca 2020
Sok z buraków
Sok z buraków przy regularnym długotrwałym stosowaniu działa cuda.
Poprawia działanie układu krwionośnego,
usprawnia pracę mięśnia sercowego i mózgu, obniża ciśnienie krwi,
przynosi ulgę cierpiącym na anemię, nadkwaśność, choroby układu pokarmowego.
Poprawia kondycję, wpływa na pracę mózgu, poprawia koordynację i pamięć.
Przygotowanie soku jest dosyć proste, chociaż wymaga zaangażowania i
determinacji. Przede wszystkim trzeba pokonać barierę nieufności, wyzbyć się
mało eleganckich skojarzeń, wszak "burakami" nazywają u nas osoby wyzbyte
kultury. Wiadomo, że wiek przeminie, zanim kwestia ta zostanie rzetelnie
wyjaśniona i wskoczy na właściwe tory. Zatem w pierwszej kolejności należy
zwalczyć przykry stereotyp, w drugiej trzeba zainwestować: forsę, czas, pracę.
Podstawą idealnego soku jest najlepszy możliwy surowiec oraz laboratoryjna
higiena! Sok z buraków to napój energetyzujący, który powstał w wyniku
fermentacji następujących składników:
burak ćwikłowy (podłużny lub okrągły) raczej średniej wielkości, czyli
ani za mały, ani za duży.
seler - w litrowym słoiku umieszczamy cztery paski selera o długości
trzech centymetrów oraz szerokości i
grubości dwóch centymetrów
czosnek - najlepiej przetarty, zgnieciony - dwa ząbki na litrowy słoik
bazylia - jedna łyżeczka wsypywana na dno słoika
oregano - jedna łyżeczka wsypywana między warstwy pokrojonych buraków
czubrica zielona - jedna łyżeczka wsypywana między warstwy buraków
sól - jedna łyżeczka najlepsza,
jaką mamy (idealna jest ta do przypraw, czyli taka z grudkami)
woda źródlana o temperaturze pokojowej
Fermentacja dokonuje się w
naczyniu uniemożliwiającym dostęp powietrza! Najlepiej tę próbę przechodzą
tradycyjne litrowe słoiki z gumką i wieczkiem spinanym solidną klamrą. Tradycja
wytwarzania soków uwypukla zagadnienie kultury użytkowej oraz higieny
stanowiska pracy. Trud będzie miał sens tylko wtedy, gdy przyniesie pożądany
skutek, a jest nim idealny pod względem zdrowotnym napój, a także doskonała
baza warzywna do barszczu czerwonego, ukraińskiego itp. Niebezpieczeństwem,
przed którym chciałbym uroczyście przestrzec, jest pospolita domowa pleśń.
Powstaje ona jako skutek wystąpienie trzech przyczyn: nieszczelności słoika,
wystawania części stałych ponad lustro wody, a także najrozmaitszych
mankamentów surowca. Gwarancją udanego soku jest to, że wydobędziemy go z
najlepszego surowca i pozwolimy fermentować w optymalnych warunkach. Sok z
buraków to produkt o krótkim terminie dojrzałości i przydatności do spożycia.
Nie ma sensu w warunkach niewielkiego gospodarstwa domowego planować produkcji
w taki sposób, jak czyni się to wobec inny bezcennych i smacznych przetworów.
Fermentację można przerwać już po pięciu dniach. Jeśli buraki postoją w zalewie
dłużej, niczemu to nie zaszkodzi. Interwał 5 - 7 dni określa moment gotowości
produktu. Fermentacja powinna przebiegać w miejscu ocienionym.
Jak przygotować zestaw, który będziemy uroczyście wytwarzać ekstrakt
zdrowia? Zwykle przygotowuję sok korzystając z pięciu słoików. Proporcje
ilościowe uwzględniają ten aspekt. Do jednego słoika zmieszczą się trzy
średniej wielkości buraki, będę zatem potrzebował 15 buraków
(wyselekcjonowanych już w sklepie czy targowisku). Burak powinien być
zdrowy, czyli jędrny, twardy i na oko soczysty (wystarczy takiego przed zakupem
zarysować paznokciem, jeśli wypłynie sok, można bez ryzyka brać). Bardzo proszę
nie zarysowywać wszystkich buraków, przede wszystkim szkoda paznokci.
Potrzebnych będzie dziesięć ząbków czosnku lub jedna duża rozeta.
Jak przygotowuję produkty:
1. Do umytych, wyszorowanych słoików wkładam seler obrany z otoczki w
ilości przedstawionej wyżej.
2. Przeciskam dwa ząbki czosnku bezpośrednio do słoika.
3. Zasypuję seler i czosnek suchymi ziołami: bazylia, oregano,
czubrica (można je zastąpić mieszanką ziołową - uzyskamy wówczas kompozycję
wybijającą smaki o gamie bardziej zróżnicowanej, ale mniej intensywnej)
Dygresja! Zanim odkryłem właściwości trzech ziół: bazylii, oregano i
czubricy zielonej, korzystałem z mieszanki o nazwie: Zioła Małgorzatki. Wybór komponentu ziołowego zależy od tego, czego
poszukujemy w smaku. Walorów smakowych soku z buraków nie można poddać typowej
standaryzacji, bywa, że z tych samych składników uzyskamy sok o ledwie
zbliżonych walorach smakowych. Wytwarzanie soku to przygoda zakładająca pewien
element ryzyka, nie wejdziemy bowiem do wnętrza buraka i nie ustalimy w punkcie
wyjścia jego ostatecznego bukietu smakowego. Przyznam, że gdy otwieram słoik po
słoiku, aby wylać z nich gotowy napój korzystam z kilku naczyń tak, aby nie
mieszać tego, co powstało mechanicznie i bezrefleksyjnie. Element przygody,
oczekiwania i emocje odkryć to powody, które przekonały mnie do tego, aby na
kuchnię i spiżarnię spojrzeć z dojrzałej, rozumnej, ale także poetyckiej
perspektywy.
4. Obieram i kroję buraki. Podłużne traktuję profesjonalną obieraczką.
Obierki buraczane to podobno najlepszy surowiec kompostu (czego nie można
powiedzieć o obierkach ziemniaka). Nie obieram kilku buraków w serii, tylko
każdy obrany kroję i umieszczam w słoiku. Jak kroić? Podłużne dzielę wzdłuż na
cztery części, a następnie szatkuję ćwiartki (wszystkie jednocześnie) na desce
kuchennej. Buraki okrągłe kroję na formy nieregularne, aby zwiększyć powierzchnię
wydzielania soku. Mogę w obrębie jednego słoika zmieścić buraki podłużne i
okrągłe. Nie ma znaczenia jak i ile, ważne, żeby burak był zdrowy.
5. Połowę zawartości słoika zasypuję solą w ilości podanej jak wyżej i
przykrywam całość kolejną warstwą pokrojonych buraków. Na szczycie umieszczam
buraczane plastry tak, aby nieforemne kształty nie mogły się przebić ponad
lustro zalewy.
6. Po dziesięciu, trzydziestu, pięćdziesięciu minutach zalewam
zawartość wodą źródlaną, zakręcam słoik i nad zlewem sprawdzam szczelność
instalacji. Ten gest wyzwoli ruch drobnych elementów zalewy, co samo w
sobie przedstawia widok godny filmowego zarejestrowania.
7. Po pięciu lub siedmiu dniach otwieram słoik po słoiku. Sok zlewam
do czystego naczynia, a warzywa przygotowuję do dalszej obróbki. Można na
przykład przepuścić kawałki buraków przez wolnoobrotową wyciskarkę do warzyw.
Uzyskany tym sposobem sok można dodać do bulionu lub wypić na surowo. Można też
zawartość słoików przesypać do garnka, zalać ją zimną wodą i gotować z dodatkiem
kostek bulionowych i suszonych grzybów. Po godzinie uzyskamy wartościową i
pożywną zupę.
8. A co z sokiem? Przechowywać go należy w lodówce, w szczelnych
butelkach, nawet plastikowych, choć najlepiej będzie jeśli będą to butelki
szklane. Każdego dnia należy wypijać 300 ml soku. Trzeba to czynić bez
pośpiechu, celebrując ten gest, zachwycając się smakiem przy każdym łyku.
Najlepsze efekty uzyskamy, gdy sok wypijać będziemy rano. Dobrze będzie, aby
przelany z butelki do szklanki sok poromansował godzinę z ciepłym kuchennym
powietrzem. To pozwoli odrobinę podnieść (bez konieczności podgrzewania)
temperaturę napoju. Sok nadmiernym chłodem nie powinien drażnić gardła.
Regularne korzystanie z eliksiru zdrowia i wigoru poprawi parametry wszystkich
układów i obwodów, przywróci radość życia i kondycję, oderwie myśli od
tego, co męczy i od środka piecze. Podnosimy toast najpóźniej w Godzinie
Miłosierdzia. Na zdrowie!
czwartek, 23 lipca 2020
Po każdym solidniejszym podmuchu
Po każdym solidniejszym
podmuchu
urywają się trzy albo
cztery
z najwyższego piętra.
Ich krótkotrwały taniec
podziwiają zastępy
powściągliwych, opierających
się
aksamitowi
lekkomyślnych obietnic.
Tymczasem na oswojonej
murawie
gromadzą się kostki
ofiar zapadni i słów.
Nie ufaj mu rozetko nagle
przebudzonej ambicji.
Który cierpliwie czekam
na piruet
twojego naiwnego
rodzeństwa
ofiaruję ci cienką
słodycz - usta pełne przestrogi.
Skoro wspięłaś się,
gdzie ledwie wzrokiem
sięgam, gdzie tylko
jasna chmura
pieczę ma nad tobą, śmiej
się z chrupkiej rdzy.
Faluj, kołysz się mądrze.
Imitowaniem
kiści winogron nie
gardź.
piątek, 17 lipca 2020
Obok wierszy Świrszczyńskiej
Obok
wierszy Świrszczyńskiej
Odwieczna
gonitwa myśli
między
uczonymi.
Niech
jeden drugiego dojrzy
w
pobladłym prześwicie,
natychmiast
zaczyna się głowić,
jakby mu
drogę zastawić
albo
choć
skórkę
podłożyć…
A
stawką zawodów kwestia:
czy do
ascezy dorasta się latami,
czy wręcz
przeciwnie –
wystarczy
chwila i już.
Najcenniejsza
z cennych,
którą łatwo
przeoczyć,
przespać,
sprzedać
tanio.
czwartek, 2 lipca 2020
Radosny pielgrzym
Radosny
pielgrzym
Naśladowanie z Josepha
von Eichendorffa
Kto raz
ucieszy Wielkie Oczy
przed tym otwarty
świat uroczy
rad byłby oddać
cuda swoje
góry i lasy,
rzek napoje.
Ospałym podał miękkie łoże
mnie darmo dano wdzięk promieni
dbałość o
masło chleb i noże
nad mą kołyską
pochyleni.
Gorący puch
nad srebrnym szczytem
w dolinie
mlecz i wąskie chrusty
młodymi
zawsze władam usty,
skąd sączę pieśni mgłą podbite.
Odbierzcie
Oczy hołd przykładny
niech ład Wasz
płynie rzeką z łąk
pilnujcie ptasich
spraw powabnych
i moich nie puszczajcie
z rąk.
poniedziałek, 29 czerwca 2020
Słońce
Słońce
Czesław
Miłosz
Barwy ze słońca są. A ono nie ma
Żadnej osobnej barwy, bo ma wszystkie.
I cała ziemia jest niby poemat,
A słońce nad nią przedstawia artystę.
Kto chce malować świat w barwnej postaci,
Niechaj nie patrzy nigdy prosto w słońce.
Bo pamięć rzeczy, które widział, straci,
Łzy tylko w oczach zostaną piekące.
Niechaj przyklęknie, twarz ku trawie schyli
I patrzy w promień od ziemi odbity.
Tam znajdzie wszystko, cośmy porzucili
Gwiazdy i róże, i zmierzchy, i świty.
30
czerwca 1911 w Szetejniach nad Niewiażą urodził się Czesław Miłosz - jeden z
najwybitniejszych polskich poetów. Od wspominanego wydarzenia mija aktualnie
109 lat. Zastanawiając się nad wierszem najlepiej ilustrującemu jubileusz
twórcy, rozważałem kilka propozycji... zamierzałem początkowo przedstawić
wiersz precyzyjnie opisujący kondycję rodzaju ludzkiego AD 2020. Uczynię to,
ale nie teraz. Z tym wierszem (znakomitym, wybitnym) wygrało "Słońce"
- utwór, który poza walorami arcydzielności, ma jeszcze owo tajemnicze
"coś"; chodzi mianowicie o: adekwatność. "Słońce" Miłosza to
utwór wieńczący cykl zatytułowany:
"Świat" (poema naiwne) opublikowany w "Ocaleniu" -
pierwszym wydanym po wojnie zbiorze poetyckim. "Świat" (poema
naiwne), którego wzruszające faksymile we wczesnych latach osiemdziesiątych
opublikowali redaktorzy miesięcznika "Poezja", to cykl formowany w
okresie najcięższych antypolskich represji niemieckich. Miejsce i data -
Warszawa 1943 - wypełniające przestrzeń nad dolną krawędzią strony tytułowej
rękopisu, przemawiają z siłą kompetentnego komentarza. Zawiera się w nim
intencja podejmująca zamiar udosłownienia zapisu, któremu nagle rozpadł się
materialny desygnat. Nad osuwiskiem ponurym, nad w pył przemienioną materią
konkretu unosi się niczym płaszcz Eliasza pamięć bezcennego słowa - jasnego i
czystego. W tomie "Ocalenie", który organizuje dykcję poezji nowej,
komentowany fragment przemawia z siłą deklaracji postaw artystycznych i
życiowych. Stamtąd właśnie pochodzą powszechnie znane poetyckie rozwinięcia
cnót kardynalnych, tam też zarysowała się sugestywna figura Ojca otoczonego
gromadką milusińskich. Ojciec jest bohaterem poetyckiej anegdoty, bywa także
narratorem dostosowującym złożone treści do możliwości percepcyjnych
słuchających. Domyślam się, że wspomniane utwory na temat cnót kardynalnych to
realizacje wypowiedzi raczej cytowanej niż odautorskiej. Niejako w tym klimacie
zorganizowana została kunsztowna koda tego cyklu. Ewentualny spór o autorstwo rozgorzeć
mógłby ewentualnie wtedy, gdy ważyć będą kwestię ilustrującą warianty liryki
pośredniej. Może warto w tym miejscu zwrócić uwagę na coś innego;
dzięki temu "zabiegowi technicznemu" Miłosz przetransferował dużo
więcej niż pomyśleć się da: w klauzuli dyskretnego pouczenia połączył
deskrypcję z episteme. Doświadczamy tego niekoniecznie podczas pierwszej,
drugiej, trzeciej lektury, co jest zapewne dowodem poezji przenikającej
brzmienia, treści i sensy. "Słońce" widziane z ziemskiej perspektywy.
Sto dziewięć to liczba ukazująca relację między Słońcem i Ziemią. Słońce jest sto dziewięć razy większe od Ziemi. Pomyślelibyście? 109 to także numer autobusu
łączącego Janów-Bolinę z resztkami świata. Zapamiętałem tę proporcję kosmiczną
dzięki staraniom ambitnego numerologa zatrudnionego przez katowicką komunikację miejską.
Janów w epoce pierwszego kontaktu z Miłoszem chciał odegrać rolę niebagatelną.
To tam właśnie miał się wyłonić nasz domek z ogródkiem. Kres marzeniom położyła
powszechna recesja gasnących lat siedemdziesiątych. Zawsze mnie ciekawiło,
czego w związku z tym, że budowa nie doszła do skutku, uniknęliśmy. "Kto
chce malować świat w barwnej postaci, //Niechaj nie patrzy nigdy prosto w
słońce". Racja.
wtorek, 9 czerwca 2020
Jak wprowadzenie elementów fantastycznych do utworu wpływa na
Jak wprowadzenie elementów fantastycznych do utworu wpływa na
przesłanie tego utworu? Rozważ problem i uzasadnij...
Dialogi pozwalające
dokonać projekcji związku scen realistycznych z pierwiastkami fantastycznymi to
najbardziej fascynujące i znaczące fragmenty "Wesela" - pod każdym względem niedościgłego polskiego
dramatu. Reprezentatywność scen zacytowanych w arkuszu, pytanie: co je wiąże, co
łączy, co uprawomocnia? Opowiedzmy coś o nich. Wesele bronowickie zatacza coraz
szersze kręgi, muzyka grzmi nieprzerwanie, spod grzywek wyłaniają się i raz za
razem tarabanią konwulsje ogólnej wesołości. Kto tego nie widzi, kto tego nie
słyszy, kto tego nie czuje - temu niewesoło. Nikogo bowiem specjalnie nie
cieszy widok bezmyślnego korowodu, klepiska, które od czasu do czasu trzeba
spryskać zawartością cebrzyka. W gronie Osób postać Poety jest nam już jako
tako znana. W jakim celu - to ciekawe - przybył do Bronowic szczęśliwy
beneficjent nagłego ożywienia kulturalnego? Kulturalny Kraków, dawna stolica, to
wówczas ociosane z wdzięku miasteczko garnizonowe, w którego sercu, w centrum naszych
dziejów urządzono profesjonalną stajnię. Zastrzegam: nie mam nic przeciw
koniom, nawet tym, które ujeżdżają austriackie komendy. Usytuowanie ich na
Wawelu bezprzykładnie zabolało, to zarazem symbol niezasłużonej sromoty. Cios,
po którym można się jednak podnieść i otrzepać. Symbolicznie będzie nas dręczyć
ów wstyd niewymowny i jako gorszych niż jesteśmy światu ukazywać. Samo myślenie
o wolności, stanowieniu o sobie, o podmiotowości w obrębie zgromadzenia narodów
uchodziło wówczas za mrzonkę, malignę, fantazję. Wyspiański w
"Weselu" zasugeruje realność wzmiankowanych ewentualności, zanim jednak
potwierdzi je ostatecznie - zaproponuje wybór, ukaże faktyczne możliwości. Zaproponuje
go również nam ważącym dosadność przesłania - uniwersalnego i wieczystego - na
szali, którą tradycja interpretacyjna spłaszczyła do rangi "planu
realistycznego". W temacie wypracowania to on właśnie sytuowany jest w
roli żelaznego punktu odniesienia, metalicznego, spetryfikowanego konkretu. Czy
mamy tu do czynienia zatem z ekstrapolacją? Czy autor tematu wypracowania
sugeruje, że przesłanie utworu mogłoby się tlić z pominięciem pierwiastka,
który warunkuje dramatyczność dzieła, jego sens, motyw, powód, intencję główną,
poboczną, posiłkową? A może temat został
sformułowany pod presją czasu albo w ramach konwencji: pijany wymyślił -
nietrzeźwy zatwierdził...? Pytam, bo nie wiem, czym uzasadnić fatalnie o
autorze świadczący błąd stylistyczny? Porzućmy domysły, bo i tak ich nie
rozstrzygniemy. Dość powiedzieć fantastyczność pojawiająca się w
"Weselu" należy do najistotniejszych komponentów, wręcz warunków tego
dzieła. Znawcy wiedzą, że fantastyczność właśnie stanowi fundament nie tylko
przesłania, ale genezy utworu. Zaczęło się od niewinnych zabaw - pytań
formułowanych przy stołach biesiady onegdaj w Sukiennicach. Wokół szalało
rumiane życie, poniewierało ludźmi odrętwienie, czuło się jakąś potrzebę,
czasami nakaz, ale nic z tego nie wychodziło. Mistrz Matejko strzegł iskierki w
kominie, a młody Stanisław Wyspiański, syn desperata Franciszka, który na
skutek choroby alkoholowej znalazł się za progiem wydolności rodzicielskiej, trafił
lepiej niż mógłby sobie wymarzyć. Bezdzietnego małżeństwo, które postanowiło go
usynowić, zapewniło mu nie tylko przetrwanie.
Korzystał z dobrodziejstw miejsca, tradycji oraz wszechstronnej opieki
ówczesnych gigantów: artystów, uczonych i mecenasów sztuki. Zniewolone
beznadzieją miasteczko przeżywało niedawno wielką uroczystość: na Wawel sprowadzono,
by królewskim były równe, doczesne szczątki Mickiewicza. Uroczystości
pogrzebowe przeobraziły się w wielkie święto narodowej dumy. Jakąś mobilizację
stanowczą natenczas dało się odczuć. Poza demonstrowaniem zjawiska wspólnoty
ciągnął długi, coraz szerszy korowód ożywienia czytelniczego. Akt ten inicjował
modernizm, neoromantyzm, Młodą Polskę. Przyglądał się temu już dojrzały -
ciągle młody absolwent Gimnazjum im. Świętej Anny. Przyglądał się w
towarzystwie innych dojrzałych już - ciągle młodych. W ich gronie któregoś razu
wobec przytomności trzeźwych i nietrzeźwych przyglądał się portretom wielkich
bohaterów narodowych zdobiących ściany słynnego lokalu. Przyglądając się zatem
portretom bohaterów narodowych w sytuacji batalistycznej, sformułował tyleż
mądre, co wyzwalające pytanie: co by się stało, drodzy panowie, gdyby ci
państwo z obrazów zeszli ku nam i, po rozpoznaniu sytuacji naszej, z chęcią co
powiedzieli. Jaka z ich mowy mogłaby płynąć nauka? Ich wypowiedzi zdominowałyby
zapewne sądy krytyczne. Autorytet historii przynagla, by się dawnych błędów
wystrzegać, by strzec dróg cnoty, by się w razie czego i w razie jakby śmiało,
śmielej do żelastwa porywać. Namawialiby do ofiarowania ojczyźnie pomyślunku,
refleksji zakładającej jakąś perspektywę, do odwagi. Jaki taki obraz służby
jedności narodu to temat na pojutrze... mamy wprawdzie Bartosza zwanego w
kronikach Głowackim, ale temu zadość uczyniono w sąsiedztwie Pałacu
Arcybiskupów Kieleckich mogiłę zgrabną usypując. Bohaterowie z obrazów
przespali moment romantycznego przetworzenia ustrojowego i cywilizacyjnego;
zdaje się nie zauważyli, że egzystencja urodzonych, spadkobierców, zstępnych przebiega
zgliszczami wojny światów; wojny, która - szczególnie w Galicji - położyła kres
rozczulającej opowieści na temat rzekomej jedności wspólnoty narodowej. Zanim
ten mit zasili skarbnicę dziejowych mądrości, rozproszyć trzeba będzie pamięć
ran. Niech minie jedno, drugie, trzecie pokolenie...
Mniej więcej w
połowie tego procesu ostrość deklaracji wrogości czy rezerwy stanowej
zasadniczo złagodnieje. Już się zawieranie znajomości, a nawet małżeństw
szczęśliwych modne stanie. To nie były decyzje od rzeczy. Potomkowie dawnej szlachty,
wykształceni światowcy nabierali przekonania, że postępują ścieżką królewską. Małżeństwa
zawierane w książęcych kołyskach modelowały na dziesięciolecia państwową rację
stanu. Nic tak dobrze nie służy narodowej zgodzie, a wiadomo, że ze zgody
bierze się siła, jak wspólna sień, talerze, talarki i powijaki. Świadkiem tej
oczywistej prawdy jest Poeta - brat przyrodni Gospodarza. Tradycja
zapoczątkowana "Plotką o <Weselu>" Tadeusza Boya-Żeleńskiego
wskazuje, że prototypem Poety był Kazimierz Przerwa - Tetmajer (latawiec - czytaj
- podróżnik rodem z Ludźmierza) trzydziestopięcioletnia wówczas gwiazda poezji
polskiej, ktoś więcej niż sławny, ktoś z zasług nadmiarem. Wyspiański prezentuje
go z niewielkiego dystansu, w tej i owej kwestii dopuszcza do głosu, w
innej tylko pozwala się odzywać, ripostować. Poeta przyzwyczaił nas do funkcjonowania
w równoległych perspektywach; jest przede wszystkim doświadczonym podrywaczem, któremu jednak ciągle wyrywa się
przepióreczka, jest także świadomym, konsekwentnym, poszukującym
przedstawicielem artystycznej bohemy, twórcą ze znajomością mechanizmów organizujących
pełnowartościową wypowiedź artystyczną. Czasami wiedza wodzi go ścieżkami zawstydzenia.
W dialogu z przyrodnim bratem - też artystą - wykłada mętną teorię sposobem swobodnej
improwizacji, z której wynika mało albo bardzo niewiele. Poeta w "Weselu" nie jest ani mocarzem
elokwencji, ani skutecznym retorem. Owszem, jest już coraz mniej trzeźwy, coraz
intensywniej zatapia się w lepkim smarowidle gęstniejącej nocy. W przytoczonych
fragmentach ani myśli dominować, ani myśli przewodzić. Rozmowa z Rachelą
prezentuje go w roli biorcy, świadka rozkwitającej wyobraźni, powolnego,
urzeczonego słuchacza. Delikatny podryw: "Ach, pani się zarumienia,"
to wszystko, na co go stać. Personą dominującą jest w tej scenie Rachela.
Ona decyduje praktycznie o każdym szczególe, nawet o roli, jaką w tym dialogu
miałby do odegrania Poeta. Warto wspomnieć, że najcenniejszą zasługą wyobraźni
młodopolskiej jest wszędobylska animizacja. Wszystko lub prawie wszystko tam
żyje. Dzisiaj gotowi jesteśmy widzieć w tym przejaw konwencji fantastycznej,
ale wówczas była to jedna z jej dość często eksponowanych odmian, jaką jest
spektakularne ożywianie. Fantastyka europejska to konsekwencja romantyzmu.
Romantyzm inspirował się Szekspirem. Szekspir był wielkim wyzwaniem
artystycznym Wyspiańskiego, który zgodnie z intencją twórcy "Hamleta"
nie szczędził kontaminowania pierwiastków nadprzyrodzonych z jak ostrze szpady zimnym
realizmem. Oznaką fantastyczności u Szekspira były budzące grozę epizody z
pogranicza światów. Zdarzają się także próby ożywiania (zakrwawiania) przedmiotów.
Fantastyka nowożytna kontynuuje koncepcje artystyczne literackich utopii.
Zaczyna się najczęściej od gorączkowego podglądania nieba i wydobywania się z
dołka, w którym najczęściej lądował urzeczony widokiem. Fantastyka stanowiła muskularne
ramię fantazji wypolerowanej pigmentem zdrowego ładu. Dość wskazać rewelacje
epoki oświecenia, przywołać na świadka Jonathana Swifta i jego słynne
"Podróże Guliwera", by zauważyć, że konwencja fantastyczna to znaczący,
spory odprysk wyobraźni alegorycznej. Pierwiastki fantastyczne znajdziemy u romantyków
uprawiających wszelkie, jakie są do pomyślenia, rodzaje literackie. Rewelacje
Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego. Jest także Goethe i T. A. Hoffmann.
Ożywienia, personifikacje, język osobniczy, nadrealizm oryniczny to znaki
szczególne formacji szukającej szerszego oddechu i powiększonego spektrum. W
wielu realizacjach tego motywu odnajdziemy próbę nadawania przedmiotom statusu
moralnego i symbolicznego. Jeśli mówię w wielu, mam na myśli utwory autorów,
których łączy bardzo mało albo nawet nic. Chciałbym zwrócić uwagę na...
Dostojewskiego... autora tekstów zebranych w tomie: "Opowieści
fantastyczne". Legenda głosi, że powstawały one z potrzeby serca. Ktoś da
wiarę? Zwykle dzieje się na odwrót. Zwykle fantastykę jako preferencję przewodnią
uprawiają osoby pragnące stabilizacji zawodowej. Popełniają te swoje utworki -
potworki dla grosza; zawsze z przewrotną obietnicą: jeszcze tylko dwa dziełka i
odtąd pisać będę coś, co przyniesie potwierdzenie talentu. Dostojewski tworzył
przeważnie pod pistoletem zobowiązań kreowanych przez wierzycieli, w
"Opowieściach fantastycznych" postąpił zgodnie z najświętszą wolą
rezydującego w nim demiurga. "Sen śmiesznego człowieka" to wielkie, z
dna serca płynące przypomnienie, że naszą powinnością jest i pozostanie
rzetelna dbałość o zalegające w nas pokłady dobra. Gdyby to zdanie pokazać bez
otoczki fabularnej, brzmiałoby zwyczajnie, prosto jak każde inne. Dopiero w kostiumie
i otoczeniu brzmi z właściwą temu poglądowi głębią. Ktoś zapyta, czy trzeba było
serwować nam aż tyle? Owszem, trzeba było.
Tak sformułowane
pytanie postawmy przytoczonym w arkuszu fragmentom "Wesela". To
pytanie postawmy "Weselu" i Wyspiańskiemu. W jaki sposób uzasadnić
obecność świata fantastycznego w dramacie, twórczości i życiu? Odpowiadając
automatycznie i bezrefleksyjnie moglibyśmy się zgodzić, że świat nadrealny
wykreowany w procesie twórczym jest lepszy jakościowo i gatunkowo od tego, w
którym przyszło autorowi mieszkać. Idealny lub wyidealizowany świat to miejsca
ucieczki? Eskapizm nie jest niczym szczególnie nagannym! Czasami bywa jedynym
argumentem potwierdzającym godność, samodzielność i odpowiedzialność za siebie
i innych. Czasami jednak stanowi przykład tchórzostwa, oportunizmu,
konieczności izolowania się czy oderwania od tego co najważniejsze. Jaką zatem
rolę w kreowaniu przesłania dzieła mają elementy spod znaku wyobraźni? Przede
wszystkim poszerzają i rozjaśniają spektrum. Warto wspomnieć, że "Wesele"
to klasyczny "nokturn".
Widać mało, słychać więcej. Żeby coś zobaczyć, trzeba się zbliżyć z pochodnią,
świecą, łuczywem. Ileż trzeba, by w skąpo oświetlonym korowodzie dostrzec zarys
figur świata nadprzyrodzonego. "Wzrok się przyjemnie ułudzi"
deklarował młody autor "Ballad i romansów". Czegoś podobnego doświadczał
świadek spraw, który nagle zobaczył je w całości w błysku nagłego zrozumienia.
Spójność koncepcji, w tym przypadku zdolność widzenia w ciemnościach, przebija rangą
najrozmaitsze osobliwości! Język, dialog, hierarchia, konsekwencja zachwycają o
tyle, o ile spajają, spinają fakty dostrzeżone w ramach nadprzyrodzonego błysku
opowiedzianego i rozpisanego na głosy w ramach sumiennego literackiego przedsięwzięcia. Przytoczone sceny nie wyłamują się z objęć zastosowanej
w utworze koncepcji. Zapobiegliwie osadzony w słomianej pałubie krzew różany
staje się na życzenie Racheli koryfeuszem innego korowodu. Rachela przeżywa
trudne chwile, coś w rodzaju dramatu odrzucenia, stąd potrzeba - zachęta, by
zainicjować działania upowszechniające doświadczenie chaosu. Wiemy, czym się
kończy tupet nadrealizmu w "Weselu", znamy również moment początkowy
tego procesu. Bramą, przez którą przedostały się widma, pioruny i brzęczenia
oraz idealizacje personalne określane przez autora mianem: Osoby Dramatu - jest
Poeta. Jako zagadany już przez jedną (Marynę), jako sprawozdawca nierozsądnej
koncepcji dzieła artystycznego, kolejny raz, jako zepchnięty w bierność - wbija
się coraz bardziej w rolę urzeczonego widokami samej tylko odrębności. To jest
ten moment, gdy ktoś niepozorny dotąd (Rachela) przełamuje opór, ramy i granic
wyobraźni, żeby się mogły okazać sprawy, jakie nie śniły się filozofom, poetom
i walecznym.
Antropomorficzny
kształt Chochoła to figura formalna i porządkująca. Z kawalkady podejrzanych
person wyłamie się jedynie Wernyhora. Jego pojawienie się wszystko zmieni.
Właśnie - pytanie zasadnicze: co zmieni? Powtórzmy, co zmienią: róg, podkowa, Słowo?
Zmienią naturę dyskursu! Do tej pory pogwarki na rozdrożach (realności i
nadrealności) miały charakter potyczki. Pojawienie się Wernyhory i pseudo muzyka
Chochoła otrzymały rangę aktu świadomości powszechnej. Jeden budzi, intryguje,
dyscyplinuje, rozkazuje, przekazuje, znika. Drugi odwrotnie: wdziera się,
fałszuje, usypia, stawia stempel, konstatuje własną wygraną. Krzew różany zapobiegliwie
przed chłodem snopkiem słomy obstawiony, okutany. Chochoł - przebogata symbolika,
którą najrozsądniej acz do czasu radzi sobie elokwencja rezolutnej, jedynie
trzeźwej obok Wyspiańskiego, Isi. Wyspiański tej nocy nie pił, zupełnie tak,
jakby to, na co patrzy, jakby to, co nagle zobaczył, stało się samym w sobie
doświadczeniem upojenia możliwościami Teatru Ogromnego. A może nie pił,
ponieważ miał zamiar wszystkich porozwozić po domach, kwaterach? Zaiste, w
jakim sensie tego dokonał. Przyszły autor "Wesela" - wystąpił w roli
starszego drużby, w pewnej chwili zauważył, jak z miniatury Matejkowskiego
"Wernyhory" zstępuje postać tytułowa i wypowiada sakramentalne:
"Sława" oraz obiecujące: "Jutro". Od tej chwili objął go
rodzaj zachwycenia. Objął go i trzymał do końca marca następnego roku. A miał
tak wiele w tych Bronowicach zrozumieć, do tego i owego się poprzyznawać. Na
postaciach bliskich znajomych nie zostawia suchej nitki, szczególnie dotkliwie
poturbował Poetę, którego koncepcje promujące przywiązanie do tradycji
rycerskich uznał za bolesny anachronizm. Kto zna twórczość malarką
Wyspiańskiego, ten wie, że wszelkie próby idealizowania podejrzanych "wartości" kończy esplanada korowodu spod znaku
groteski. Rycerz Poety to truchło sprzed wieków. Najwyższa pora odwrócić
akcent. Za chwilę witanie jutrzenki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Głową... do końca
Głową… do końca Opublikowano 14 lipca 2006 | Przez Corona radiata Głowa, gdy mądra, i z nogami rada rozumem się dzielić. Najpi...
-
z Dantego Alighieri, La vita nuova . Sonet II - naśladowanie Przebiegli, bo pobiegli ścieżyną miłości, Ku płytkiej namię...
-
„Alicja w krainie czarów”. Premiera spektaklu w Teatrze Śląskim. Lewica, prawica, centrum – wszystko we mnie pracowało; zgodnie, radośnie,...


