poniedziałek, 14 grudnia 2020

Nie myśl że mu zazdroszczę

Nie myśl że mu zazdroszczę

projektowi wywiedzionemu z marzeń

katalogowi cnót

i wzorowych reakcji

instrumentaliście multi

zapodzianym liściom

akceptowanych bukietów

i utarczkom krótkim

schnącym niczym papier

czułego wdzięku odbiorcy

amatorowi schadzek i spacerów  

podeszwie szytej na miarę

bardziej niż człowiekowi zazdroszczę odzieży

i powietrzu i wodzie która objąć ma cię

daruj sobie powiastki bery o etacie,

domowego lokaja, którym będę, jeśli…

daruj wklęsłą formułę solennej odmowy

niczym decyzja banku

i bez tego będę

i bez zazdrości rzeczom

miejscom człowiekowi

sobota, 12 grudnia 2020

Lubię moment

 

                Lubię moment


Lubię moment, po którym następuje zmiana,

po którym nie powróci, co bywało kiedyś,

ciekawość, błysk, wdzięk, talent zasnęły za nami,

już o błahe fantomy zahaczają pięty.

 

Niby dlaczego lubię, zapytuję siebie,

ku marnym niedopałkom obracając oczy,

ten moment jest jak śmierć, droga bez powrotu

albo puszczanie wody, twardy sen po zmroku.

 

Czekam na przypomnienie

przebrzmiałej tortury, może

dlatego lubię w wersji łagodzącej

 

jeszcze raz przeżyć grozę, noc i czarne słońce,

zuchwałej  przedmaterii wyziewy gorące. 

czwartek, 10 grudnia 2020

Odbierał zasłużoną nagrodę

 

Odbierał zasłużoną nagrodę, ekwiwalent w imieniu tylu do żywego dotkniętych, działo się to jednak poza nami, byliśmy przy Tobie oddawanej ziemi, zajęci Tobą aniśmy spostrzegli, że ktoś tam gdzieś się kłania, strzela lakierkami;  całkowicie zajęci brakiem nagłym w nas. Po roku, po dwóch dotarło echo tamtego wydarzenia, chcąc je dopędzić, rzuciłem się oślep, wysnuwając z wnętrza stokroć więcej niż chce przyzwoitość. Miałaś rację Babciu, Achilles nie dogoni żółwia - ani w tym, ani tamtym życiu.

 

 


niedziela, 6 grudnia 2020

Jeden dzień u Ciebie to naszych lat tysiąc

 

Najczęstszą, odmawianą codziennie modlitwą mojej Babci Marianny, która przed czterdziestoma laty przekroczyła próg nieba, była formuła powstała ze splotu fragmentu Creda z wątkiem katechizmu. Modlitwę odmawiała stale. A teraz bezpośredni, wywiedziony z pamięci Jej pogodny uśmiech, stanowiący żeliwną matrycę wyrazu łagodności Jej córek i synów, zapewnił mnie, że będzie dobrze, jeśli treść tej modlitwy na wieczną pamiątkę przypomnę. Zapragnęła tego, więc czynię to na pamiątkę i ku naszemu umocnieniu:

 

Któryś za nas cierpiał rany,

Jezu Chryste – zmiłuj się nad nami!

I Tyś, która współcierpiała,

Matko Bolesna – przyczyń się za nami!

sobota, 28 listopada 2020

Akwilo

 

Akwilo, męczysz się i męczysz,

nie żal Ci czasu i obręczy,

którymi mógłbyś się przepasać,

miast tutaj w niebie fruwać, hasać…

 

Nie żal mi czasu i obręczy

z tobą ta męka: nagły świst,

byś w niebie mógł sobie pohasać

wierszem, wolnością - przepasany.  

poniedziałek, 23 listopada 2020

Parnas, Damian, rakieta

 

Jużeś na Parnas, Damian, wzięty, aleś się ocknął poniewczasie, „pisanek żadnych nie chcę składać i je wykładać na tarasie". Tam chłód, tam gorąc, tam zawieja i Kasprowicza recytują – rad byś pobiegał sobie nieraz, rekordy dziejów zapisując. Taki to Damian, mościewy, projekt przedłożył, trudna rada, poszedł czy doszedł nawet cienia stóp jego w bajki nie powkładam. Po prostu przepadł; kosmos wołał, więc Damian ile w dłoniach pary, tyle jej użył dość starannie; poszukał kasku, hełmofonu i nawet wdział skafander stary. Kiedyś widziałem w nim Damiana, jak krążył wokół Bajkonuru - katowickiego naturalnie, jak go wzmacniały śpiewy chóru dziewcząt, młodzieńców i pupili na czterech nogach w jednej chwili. Stała Rakieta, Damian wierzył, że gdy podejdzie ją w odzieży, jaką wkładają w wielkim świecie, wystarczy stanąć na peronie, bo jak rzecz nazwać, powiedzże mi, na pożegnanie kilka skłonów i można wzbić się z czarnej ziemi. Że Damian miał kolegów dwustu i prawie trzysta koleżanek, zapomniał Druh o starym Druhu, myśląc naiwnie: ten przystanek, ta brylata fermata i od zabaw odrywanie, może się bujać na tapczanie albo audycję rzewną włączyć - wtedy usłyszy o podbojach tej oraz tamtej części nieba. Poszedłem kiedyś tam po chlebak; szukam rakiety, nici po niej, Damian poleciał, ciepłe skronie, nie uwierzyły w takt czy nietakt. Choć rządził tam twardymi pięści, fakcik aż nadto oczywisty, kto mógł rozsadzić tę konstrukcję bez tęgich książek - nigdy chłystek. Damian podobno gest wykonał i nawet zamknął drzwi za sobą, trwało minutę, niechże skona na nudę w paski ortalionik przybyłych mieć na wszystko oko. Podpalił Damian lont na pokaz, wnet pod rakietą wyrósł płomyk. Wystrzelił Damian na orbitę jankeskiej fany w srebrach szukać. Wrócił, widziałem go, nie trafił, może się potknął na poduchach. Patrzę, rakiety nie ma jeszcze, ale jest chlebak obnoszony, biorę go, sprawdzam - mój czy nie mój – kromkę smaruję z drugiej strony.

Głową... do końca

  Głową… do końca Opublikowano 14 lipca 2006 | Przez Corona radiata       Głowa, gdy mądra, i z nogami rada rozumem się dzielić. Najpi...