niedziela, 6 grudnia 2020

Jeden dzień u Ciebie to naszych lat tysiąc

 

Najczęstszą, odmawianą codziennie modlitwą mojej Babci Marianny, która przed czterdziestoma laty przekroczyła próg nieba, była formuła powstała ze splotu fragmentu Creda z wątkiem katechizmu. Modlitwę odmawiała stale. A teraz bezpośredni, wywiedziony z pamięci Jej pogodny uśmiech, stanowiący żeliwną matrycę wyrazu łagodności Jej córek i synów, zapewnił mnie, że będzie dobrze, jeśli treść tej modlitwy na wieczną pamiątkę przypomnę. Zapragnęła tego, więc czynię to na pamiątkę i ku naszemu umocnieniu:

 

Któryś za nas cierpiał rany,

Jezu Chryste – zmiłuj się nad nami!

I Tyś, która współcierpiała,

Matko Bolesna – przyczyń się za nami!

sobota, 28 listopada 2020

Akwilo

 

Akwilo, męczysz się i męczysz,

nie żal Ci czasu i obręczy,

którymi mógłbyś się przepasać,

miast tutaj w niebie fruwać, hasać…

 

Nie żal mi czasu i obręczy

z tobą ta męka: nagły świst,

byś w niebie mógł sobie pohasać

wierszem, wolnością - przepasany.  

poniedziałek, 23 listopada 2020

Parnas, Damian, rakieta

 

Jużeś na Parnas, Damian, wzięty, aleś się ocknął poniewczasie, „pisanek żadnych nie chcę składać i je wykładać na tarasie". Tam chłód, tam gorąc, tam zawieja i Kasprowicza recytują – rad byś pobiegał sobie nieraz, rekordy dziejów zapisując. Taki to Damian, mościewy, projekt przedłożył, trudna rada, poszedł czy doszedł nawet cienia stóp jego w bajki nie powkładam. Po prostu przepadł; kosmos wołał, więc Damian ile w dłoniach pary, tyle jej użył dość starannie; poszukał kasku, hełmofonu i nawet wdział skafander stary. Kiedyś widziałem w nim Damiana, jak krążył wokół Bajkonuru - katowickiego naturalnie, jak go wzmacniały śpiewy chóru dziewcząt, młodzieńców i pupili na czterech nogach w jednej chwili. Stała Rakieta, Damian wierzył, że gdy podejdzie ją w odzieży, jaką wkładają w wielkim świecie, wystarczy stanąć na peronie, bo jak rzecz nazwać, powiedzże mi, na pożegnanie kilka skłonów i można wzbić się z czarnej ziemi. Że Damian miał kolegów dwustu i prawie trzysta koleżanek, zapomniał Druh o starym Druhu, myśląc naiwnie: ten przystanek, ta brylata fermata i od zabaw odrywanie, może się bujać na tapczanie albo audycję rzewną włączyć - wtedy usłyszy o podbojach tej oraz tamtej części nieba. Poszedłem kiedyś tam po chlebak; szukam rakiety, nici po niej, Damian poleciał, ciepłe skronie, nie uwierzyły w takt czy nietakt. Choć rządził tam twardymi pięści, fakcik aż nadto oczywisty, kto mógł rozsadzić tę konstrukcję bez tęgich książek - nigdy chłystek. Damian podobno gest wykonał i nawet zamknął drzwi za sobą, trwało minutę, niechże skona na nudę w paski ortalionik przybyłych mieć na wszystko oko. Podpalił Damian lont na pokaz, wnet pod rakietą wyrósł płomyk. Wystrzelił Damian na orbitę jankeskiej fany w srebrach szukać. Wrócił, widziałem go, nie trafił, może się potknął na poduchach. Patrzę, rakiety nie ma jeszcze, ale jest chlebak obnoszony, biorę go, sprawdzam - mój czy nie mój – kromkę smaruję z drugiej strony.

sobota, 31 października 2020

Wiersz sprzed siedmiu lat

 

I kto by pomyślał - już 33 lata,

już wiek Chrystusowy

odkąd nie mam Ciebie,

odkąd ściśle jesteś,

 

na ramieniu dłoń kładziesz,

odnawiając powagę dumnej nominacji.

 

Tobie i tylko Tobie zawdzięczam

spotkania z logiką i sensem,

rówieśnico Gombrowicza i Sartre’a –

określał Cię zasobnie korzeń tęgiej wiedzy,

jeśli czegoś mi braknie, nagle nie dostanie,

przywołają mnie słowa wyjęte wprost z doświadczenia

Twojej obecności, nigdy – przenigdy niemej,

zawsze małomównej.

 

Przejawy jakiej takiej przyzwoitości

Babciu – tylko dzięki Tobie.

 

Stanowczo za zbyt wiele musiałbym przepraszać.

Skoro więc za zbyt wiele – przepraszam, że milczę.

Teraz pewnie wiesz za co – bo mnie znasz na pamięć.

Dziękuję Ci za słabość, jaką nadal żywisz,

kładąc na dnie korytka pozłacane ziarna,

za dar rozczulenia i pogodny uśmiech.

 

     Bojaźnią i drżeniem obejmuję formułę,

     która w znamiennej chwili, na tle pąsowej

     niecki określiła Twoje zaistnienie:

     Marianna Poskart.

 

Ktokolwiek Cię wymyślił, był wówczas poetą.

Widokówko przewdzięczna,

powidoku dzieciństwa, blasku mój

i świecie.  

 

 

sobota, 10 października 2020

Z opowieści o jednym drzewie

 


Stałeś, czuły monument, wywołując
zachwyt opornych i biernych,
      teraz, połamanymi skrzydłami,
      mimowolnie utwierdzasz w przekonaniu,
że tylko tobie nie wyszło.

niedziela, 4 października 2020

Niedziela, 4 października

 

            Taki dzień zdarza się raz na kilka lat, mam na myśli możliwość uroczystego świętowania urodzin dla nieba brata Franciszka, założyciela Zakonu Braci Mniejszych. Uroczysty odpust ku czci Świętego przypadł w tym roku w niedzielę, moi Przyjaciele z Klimzowca radują się zatem w dwójnasób. Św. Franciszek wybrał – tak powszechnie się mniema – drogę najbardziej optymalną, co nie znaczy łatwą i pozbawioną wybojów. Im dłużej przyglądam się sekwencji wyborów Franciszka, tym coraz zasadniejszym darzę go szacunkiem. Św. Franciszek jest patronem szczęśliwie zawróconych z własnej drogi, doświadczenie potłuczenia łączy się u nich ze świadomością bycia umiłowanym. Jeśli świętość stanowi antropomorficzną odpowiedź na pytanie: Kim jest Pan Bóg? – to Biedaczyna z Asyżu najdokładniej ją wyraża. Co Pan Bóg zdziałał w nim – wiemy. Od lat przyjaźnię się i rozmawiam z wieloma naśladowcami Św. Franciszka. Niech w nich i przez nich będzie Pan Bóg uwielbiony.

                     Proza prozą, Franciszka wypada uczcić wierszem; nieskromnie wyznam, że początkowo kręgi walencyjne bohatera lirycznego i podmiotu czynności dzieliła cienka zielona linia… szczęściem horyzont ten przysłoniło mi jedno z najsłynniejszych wyobrażeń Świętego. Słynna scena pod krzyżem Zbawiciela. Przypuszczam, że każdy, kto czyta te słowa, ma ją przed oczami. Nie będę jej cytował, opisywał, ekstrapolował. Sporządzę przypis, tu go macie:

 

Po wszystkim wpadnie mi w ramiona,

Najdosłowniej, najściślej obejmę Go wreszcie.

Chwilowo zadowala mnie możliwość

chwytania Go za piętę.

Zanim nastałem On mnie w ramionach Swoich. 

 

 

          

Głową... do końca

  Głową… do końca Opublikowano 14 lipca 2006 | Przez Corona radiata       Głowa, gdy mądra, i z nogami rada rozumem się dzielić. Najpi...