czwartek, 22 października 2026

"Lalkę" oświetlam z czterech perspektyw...

"Lalkę" oświetlam z czterech perspektyw: serialowej, literackiej, percepcyjnej i partykularnej. Pierwotną, zasadniczą i określającą jest perspektywa serialowa, którą dane mi było zachwycić się w drugiej połowie lat siedemdziesiątych minionego wieku. Kolejny odcinek "Lalki" w reżyserii Ryszarda Bera stanowił podwalinę rodzinnego święta. Czekaliśmy na kolejny i kolejny, i kolejny odcinek z oskomą spragnionych najlepszego na świecie sernika. Być może wywoływanie atmosfery rodzinnego skupienia stanowiło najcenniejszy profit cotygodniowej projekcji. Chłodny, surowy monochromat wyzwalający feerię barw domyślnych uznałem za najlepsze, co mnie mogło spotkać w zakresie gry o zrozumienie świata przedstawianego i kierunkowanie sympatii bądź niechęci. Monochromat - jedyna oferta szklanego odbiornika uzurpującego kompetencję nadajnika - otrzymała, chcąc nie chcąc, rangę wielkiej, największej do pomyślenia metafory. 

 

Otrzymaliśmy nie tylko wizję, obraz, ale nade wszystko barwę świata, pikanterię kolorów w obrębie możliwie najszerszego, w istocie ostro zawężonego pasma bieli, grafitu i czerni. Zdumiewał mnie już wtedy spójny pod każdym względem dobór detali, przebogate dostojeństwo szczegółów funkcjonujących w ramach planów zamkniętych oraz otwartych do połowy i na oścież. Kamera w pomieszczeniach czuła się doskonale, a operatorzy światła potwierdzili najwyższe zdolności zawodowe. Profesjonalny montaż, znakomity, wierny powieściowej chronologii scenariusz, spójny i wyrazisty scenopis. 

 

O słuszności przed chwilą wypowiedzianej obserwacji przekonam się dopiero na trzecim roku studiów. W kochanym elzecie wiedzę o powieści, a ściślej wyartykułowanych w niej problemach, czerpałem z bezkonkurencyjnego serialu. "Lalka" uczciwie odczytana to doświadczenie stanowczo zbyt późne jak na personę aspirującego do roli polonisty. Na szczęście się zdarzyło! Już podczas pierwszej bezinteresownej lektury, gdy nie musiałem zajmować się lepieniem ze słów wizerunków i powierzchowności lubianych i nielubianych postaci, odkrywałem z rosnącym zdziwieniem literackie calizny, wypełniacze fabuł, krople zużytego bezsensownie atramentu. Już wtedy "Lalkę" utożsamiałem z wykładnią i efektem zobowiązań społecznych pełniących rolę furmana, kelnera i maszynisty procesu twórczego. Już wtedy, chcąc Aleksandrowi Głowackiemu oszczędzić wstydu, ze dwadzieścia stron surowego tekstu wyekspediowałbym w kosmos a dziesięć jeszcze dalej. I nie miałem na myśli fragmentów podporządkowanych zapisem wynikającej z myśli słabej lub złej, lub fałszywej; kwestia dotyczy kilkudziesięciu krzaczków wkradających się między zdania pełne godności, jasności i wdzięku. Dość powiedzieć Homer drzemał, Wergiliusz, Dante, Kochanowski, Mickiewicz. Drzemkę ucinał sobie także najwybitniejszy z wybitnych epików drugiej połowy dziewiętnastego wieku. Świadectwa chwilowej ospałości, mniej lub bardziej udane przejawy procesów uruchamiających poznawczą adekwatność brałem przez lata za fastrygę wysilonego kojarzenia jednego z drugim; dzisiaj myślę o tym inaczej, a ściślej za coś innego mam. Za co zatem? Za element, jaskrawy fragment tła, na które Głowacki rzutował autentyzm właściwych trosk i proporcji. Tym właśnie zasłużył na tytuł mistrza przedstawiania świata.  

 

"Lalka" to zasadniczo świat bez matek i dzieci. Trzy wiodące postaci: Wokulski, Rzecki, Łęcka egzystują poza koniecznością reagowania na matczyne bodźce i impulsy. Ewentualny wpływ matek u tych postaci podlega ostrej reglamentacji lub zatarciu. Podobną preferencję zdaje się przejawiać schemat fabularny i katalog okrętów w "Panu Tadeuszu". Instynkt dyspozytora fabuły wskazuje konieczność zastosowania spersonalizowanej przeciwwagi. W tej roli wystąpiła figura samotrzeci w osobach pani Heleny Stawskiej, córeczki Heluni oraz jej matki, czyli pani Misiewiczowej. Siłę żeńskiej flaki powiększają baronowa Krzeszowska pogrążona w wieczystej żałobie po stracie bezimiennej? córeczki, a także ciotka Joanna - organizatorka akcji na rzecz sierot. Stwarzająca rzekomą przeciwwagę struktura figur wyczerpuje się na pozorach, performensach i karykaturze. Najwięcej ciepła tym figurom dostarczają passusy redagowanego nieustannie, nigdy nieczytanego: pamiętnika starego subiekta. To praktycznie przesądza o miejscu i roli matek i dzieci w strukturze przesłania utworu. Z wymienionych względów "Lalka" stanowi diagnozę wyzbytą nadziei. Świat bez dzieci ociera się zaiste o terytorium trwałego bezwładu. Ilość doprowadzonych w powieści do śmierci sugeruje faktyczny rozmiar degrengolady i ostrość zapowiadanego kresu. Mądry, najmądrzejszy i najuczciwszy w mądrości dr Michał Szuman - sumiennie stymulowane porte parole podmiotu czynności twórczych - na wieść o śmierci Rzeckiego, rzucił retorycznie: to kto zatem zostanie? po czum z ust przedstawicieli czwartego garnituru usłyszał ostentacyjne: my! Ten świat nasz przejmą spryciarze, spekulanci, oszuści, improduktywy i kawalerowie bez posagu. Nawet Ochocki, który znamiennie milczał, ani myślał o tym, że akurat on znalazłby, kiedy czas na głupstwa. Milczał dlatego, ponieważ spostrzegł wreszcie, że głoszonych przezeń koncepcji nie zmonetaryzowałby nawet Wokulski, ponieważ są nazbyt teoretyczne. Z założenia uczciwy wkrótce się przekona, że nominalne, mizerne efekty poprzedziło hołdowanie symetrii fałszywych przesłanek. 

 

Kwestia istnienia i asymilacji obcych. Najistotniejszymi w tym gronie są Rosjanie. Rosjaninem jest cenzor, pierwszy czytelnik poszczególnych odcinków. "Lalka" to gigantyczna, strategicznie dojrzała i przemyślana gra z cenzurą. Dychotomie: coś za coś, jakoś w miejsce ilości podporządkowana bilansowi sympatii i antypatii. Poza żandarmami i stójkowymi nie znajdziemy w "Lalce" Rosjan wyzbytych cech ludzkich. Taki na przykład Suzin... gałgan, spryciarz, pijaniuteńki, ale czy można nie przepadać za kimś, kto w osobie protagonisty widzi gwarancję spełnienia marzeń o szczęściu w interesach? A postać sędziego pokoju rewiru piątego... co kontrowersyjnego można by o nim powiedzieć? Uczciwy, rzetelny, ponadto orzeka zgodnie z naszym życzeniem. To dopiero zagadka. A Żydzi na przykład, jak względem tychże układają się relacje, oceny? A tak, jak na to zasługują. Są przydatni, a krytykę ewentualną wypowiadają usta subiekta drugiej rangi i wspomnianego doktora Szumana, który w ocenie współwyznawców unika nawet zajawkowej protekcji. Gdybyśmy   kwestię oceny życiowej wiedzy doktora rzutowali na płaszczyznę poglądów, otrzymalibyśmy klasyczny model myślenia krytycznego. Koniec końców przypomniał sobie o swoich. Za sprawą figury bezdzietnego lekarza i  antropologa narrator uzmysłowia, akcentuje wymowę skutków niemożności przejawiania się na tym świecie cnót kardynalnych. Dawniej trzymały go w ryzach; z symbolicznym końcem kolejnej dekady tę funkcję przejęły parodie, anomalia i karykatury.

 

Ze stanu badań nad "Lalką" wyprowadzam esplanadę zapewnień, że arcydzieło polskiej epiki to stałe źródło najczulszych i najbardziej rzeczowych odkryć i rewelacji. Szczególnie wiarygodnie zdają się przemawiać tezy podnoszące powieść do rangi świata osobnego i całkowicie samoistnego, w którym porządek linearny łączy się z obfitością postrzegania wykorzystujące rozmaite perspektywy. Absolutnie wiele, bodaj najwięcej dowiedziałem się podczas lektury mistrzowskiej odsłony badań mikrologicznych, jakim są rozważania Aleksandra Nawareckiego - mojego profesora - na temat obecności i funkcji zwierząt w krajobrazie wielkiego miasta. Obecności i absencji; sezonowych i ogarnianych nominacjami wyobraźni symbolicznej. Pełnię szczęścia przyniosło jednak odkrycie rzeczonego mechanizmu w odniesieniu do imienia przydanego pudlowi maści czarnej. Pan Ignacy w stanie solidnego zakropienia zwrócił się raz do jednookiego pupila per: "ty świnio", czym zasadniczo wyczerpał zasób... samokrytyki. Zwrócił się jak do siebie, wszak na imię pieska składają się raptem dwie litery, zapewne przypadkowo stanowiące inicjały Ignacego Rzeckiego. Wobec braku nadmiaru, wielości, obfitości, wobec instrumentalnego traktowania ryb, koni i drobiu, więź, której rozmiar i przyleganie genialny autor przypisał relacji człowieka ze zwierzęciem odczuwającym i reagującym, zasługuje na miano dopełnionej ilustracji świata. Pan Ignacy ma wprawdzie oczu dwoje, ale dobrze widzi na jedno!

 

To także nasz status, narastający wraz z uświadamianiem niemożliwości przeniesienia na ekran historii aż tak niezwykle złożonej i na swój sposób współczesnej zarazem. Temu czemuś ulec musiał autor koncepcji scenariusza. Także scenarzysta, kostiumolog, dostawca detali i rekwizytów, operator kamery, organizator castingu, reżyser. 

Odpowiedź na pytanie o możliwość ubiegania się o nagrody w konkurencji dla filmów nieanglojęzycznych i w związku z tym o możliwość traktowania serio historii przedstawionej w najwybitniejszej polskiej powieści, brzmi znajomo: no niestety.

"Lalkę" oświetlam z czterech perspektyw...

"Lalkę" oświetlam z czterech perspektyw: serialowej, literackiej, percepcyjnej i partykularnej. Pierwotną, zasadniczą i określając...