Piszę do was umniejszony, słabowity
i niezdarny. Smutny i zepchnięty. Umniejszony z powodu Tolusia, którego
(chwilowo) nie ma, a który we własnej osobie i pełną gębą, był. Spotkaliśmy się
we wrześniu u Joli, zadowoleni, uśmiechnięci; w obecności pań obywatelek malujących,
piszących i panów obywateli piszących i sędziackich, obywatelek i obywateli
miasteczka tegoż i miasteczek ościennych. Spotkaliśmy się posłuchać, poczytać,
pomarzyć, piątkę przybić, fotkę jedną, drugą, trzecią strzelić. Od jakiegoś
czasu w stanie spoczynku, zatem wypoczęty fest, czytał nam Andrzej tekst ze
zdania na zdanie coraz bardziej brzemienny, coraz bardziej celowy i konkretny.
Czytał z radością, jak ktoś przekonany, że ma komu. Jak wtedy, bodaj w
dziewięćdziesiątym pierwszym albo jeszcze wcześniej, gdy zostaliśmy sobie
przedstawieni przez Romka na korytarzu domu kultury przy Dąbrowskiego w
Chorzowie. Meine liebe Kapellmeister - tak bodaj
zaczynał się monolog wygłoszony wobec dwuosobowego audytorium. Było to porażające
i porywające. Toczył się w Andrzeju Skupińskim agon nieustanny, którego reguły
sformułował (zapewne w nadziei, że pojawi się wreszcie ktoś, kto w płonącej opozycji
całą myśl zobaczy) wybitny poeta i działacz społeczny Adam Mickiewicz.
Młodzieńcem był jeszcze, gdy skonstruował zależność: "taki wieszcz, jaki
słuchacz", ale gdy już odrobinkę urósł i poszerzył się, wydobył podobną
syntaktycznie: "taki słuchacz, jaki wieszcz". Skonstruował, wydobył i
wyekspediował na "tamto pole", abyśmy w dyskursach z sumieniem
własnym oraz sumieniami bliźnich mieli się czym cieszyć, epatować, okładać. Jak
było Andrzeju, powiedz mi teraz, jak było. Wiem, co mi powiesz: było i tak, i
siak. Raz tak, innym razem owak. Mogło być rankiem tak, a pod wieczór zupełnie
inaczej. Jakkolwiek było, przebiegało w uważności, w powadze jakiejś i
zachwyceniu. Twoja obecność i aktywność budziła radość i pewność zachwytu.
Pewnego razu, dawno - dawno temu stawaliśmy
wobec wartych najsubtelniejszych rozbiorów zawiłych kwestii metodycznych i
wychowawczych. Dziękuję Ci za wsparcie i zawsze przyjazne i pogodne słowo. To
był trzyletni raptem epizod, gdy widywałem Cię w roli początkowo cierpliwego słuchacza,
zatrwożonego petenta i uczciwego doradcy. Ile razy mieliśmy okazję prezentować
i konfrontować opinie? Sześć, siedem, najwyżej
osiem razy. Komfortu ciągłości nie można porównać z żadną inną formą relacji
między nauczycielem - wychowawcą a rodzicem ucznia. Przyznaj Andrzeju, że
lubiłeś te nasze na Sportowej pogaduchy o Dżej Dżeju. Ze względu na Twoją
zawsze mądrą obecność, zebrania nasze toczyły się wokół spraw istotnych. Ale
wymyśliłem... spraw istotnych. Fuj, a kysz paskudna nowomowo. I żebym nie
musiał cię stąd kolejny raz przepędzać. Czegoś mnie nauczyłeś, ale - rada w
radę - musisz przyznać, łapałem w lot. I, wiadomo, wielką darzyłem Cię atencją
za obecność na ekranie. Trzeba było - owszem - prawdziwego reżysera-artysty, by
uczynić zadość wyrafinowanym potrzebom filmoznawczego podniebienia. Lubiłeś
role podleców, czyli, wybacz Andrzeju, dużo gorszych od Leca. Czarne marzenia,
czarny charakter, czerń włosów (nazywanych "wosami") to barwa centrum
zadupia, któremu postanowiłeś wespół zespół dać wyraz. Poza planem byłeś przeciwieństwem
granych postaci. Ilu aktorów mogłoby powiedzieć to samo o sobie? Mnóstwo,
zapewniam Cię, nieprzebrane. Najpierw zwyciężali w castingach do ról postaci
uwielbianych przez publiczność, a potem wracali do swych przezwyciężonych natur.
Powiedziałeś mi kiedyś, że lubisz grywać wredzioli, byleby mieli charakter.
Dzięki Tobie zacząłem realnie rozważać możliwość aktorskiego zrealizowania się
w roli senatora Nowosilcowa. Pomyślałbyś? Rozważać, tylko rozważać, wszak
dobrze zagrany senator, czego dowodem brawurowy występ Henryka z Kochłowic, to
co najmniej Alpy aktorskich kompetencji. I doczekałeś się Andrzeju, stałeś się
mianowicie najlepszym antidotum przeciw skutkom klimatycznej hucpy, pomyśleć
tylko, som owenzet do Katowic wele Janowa przijechoł. Chopy, pedźcie mi nino, co my momy robić, no co my momy robić, pedzcie
mi. I Erwin odparł: trza napisać list
do owenztu, taki wadzy, co rządzi cołkim świotym. I natychmiast, choćby mój
najlepszy uczeń, wyjąłeś Eryku papier i zacząłeś czytać: My, chopy z Janowa, z Janowa wele Katowic,
piszymy w sprawie ratowania ludziów na świecie, bośmy się dowiedzieli od
naszego Mistrza i się mogymy poprzysiąc... Mógłbym poprzysiąc, jak wiele udało
Ci się wyrwać z jej żarłocznej gęby. Już kładła na tym łapę, już nuciła
uwerturkę pieśni zniszczenia, wtedy się pojawiałeś Andrzeju, wyznaczałeś obszar
niewielki (gadatliwy acz niemy) i krzepiłeś, utrwalałeś. Kłamie, kto twierdzi,
że taki wieszcz, jaki słuchacz. Jest odwrotnie. Czego dowodem Twoje dzieło i drogocenne
relacje z bliźnimi.
środa, 19 grudnia 2018
środa, 5 grudnia 2018
Wertuję książkę Bronisława Maja i konstatuję uroczyście,
że jeśli musiałbym się z nią kiedykolwiek rozstać, czułbym towarzyszący temu
nieprzebrany smutek, doświadczenie obezwładniającej trwogi, niepokój ramion, serca,
niepokój każdej tkanki. Rozpadające się marnym węglem skrzydła ostatecznej
rekapitulacji - ruina momentu początkowego zakładającego się o honor z chwilą oznaczającą
ostateczność nieistniejącego jeszcze. Książka pana Maja na skromniejącej stercie
bezcennego stosu, wiersze wykrzyknikami znaczone, dowodami lektury, uniesień,
euforii. Widziałem w niej produkt zdolny sycić pierwotny głód - "pro"-"dukt",
czyli pretekst pójścia jakoby dalej, otoczkę jubilerską, w której cenny kamyk.
Omiatam wzrokiem szczerbioną kolumienkę ocalałych, jakbym przed chwilą
odpowiadał na pytania ekskluzywnego wywiadu lub wypełniał rubrykę w kwestionariuszu
Prousta. Ilość książek do zabrania na wyspę kurczy się, doskonali. Dawniej minowała
i ośmieszała powagę świętych liczb, aktualnie o mało nie widać jej prawie. Wśród
nich jest książka Maja. Tylko proszę: niech trwa, nie zamykajcie jej ze mną.
Niech będzie chociaż takie, chociaż takie braterstwo atramentu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Od 36 lat
Od 36 lat wiem. Wiem i żyję z tym. cokolwiek znaczy to i tamto. Zadzwonił roztargniony Hermes, rozlało się mleko.
-
Wujek Generał, mocno przywiązany do miejsc, rytuałów i wdzięku marszruty, wędrował z małżonką na Mszę Świętą gościńcami osiedla. Nie mus...
-
EWOLUCJA JERÓW Jer twardy: ъ w pozycji słabej uległ zanikowi. Jer miękki: ь...
-
Zawsze mnie zastanawiało, skąd Jezus Zmartwychwstały wiedział, jakiego rodzaju deficyt umościł sobie w sercu Tomasza Apostoła z przydomkie...