poniedziałek, 29 lipca 2019
czwartek, 25 lipca 2019
O książce: „Życie rodzinne Zanussich. Rozmowy z Elżbietą i Krzysztofem" Barbary Gruszki-Zych
Czytelnicy wywiadów ujawniających obfitość sekretów życia
powszechnie znanych postaci podejmują lekturę z pragnieniem urzeczywistnienia
czegoś niemożliwego; z jednej strony liczą na opowieść z założenia szczerą, z
drugiej chcieliby osobiście zafunkcjonować w roli uczestnika rozwijającej się
narracji. Dotrzeć do faktów, przyglądać się im z perspektywy centrum zdarzeń
wymaga nadzwyczajnego taktu, powagi i zaufania. Zaufania, można powiedzieć,
podwójnego; przede wszystkim do osoby moderującej rozmowę, nadto do tworzywa,
na które składa się język, styl, sposób istnienia i przesłanie dzieła. Rozmowy,
dialogi, wywiady zdolne zabezpieczać tak rozumiane oczekiwania, budzić będą
zainteresowanie i niesłabnącą ciekawość. Wśród wielu znamienitych pozycji odnajdziemy
także arcydzieła gatunku. Są to książki, które sprawiają, że oderwany od zajęć,
wyrwany z gier i zabaw czytelnik nawet nie zauważy, że czyta. Owszem, zauważy,
ale dopiero wtedy, gdy dotrze do zdania wieńczącego powzięte wątki. W takich
sytuacjach czytającego ogarnia coś, czego od razu nie potrafiłby określić;
wydaje mu się, że uczuciem tym jest „żal" albo jego stokroć łagodniejsza,
delikatniejsza odmiana. Żałujemy, gdy coś się kończy, żal nam tylko dlatego,
ponieważ coś fascynującego dobiegło kresu. Smutno nam, ale zbytnio się nie
martwimy, nie przepytujemy się z empatii, troski, bezmiaru humaniorów.
Mistrzowie światowego kina wiedzą gardzą poetyką urwanej opowieści, wystrzegają
się historii pozbawionej zakończenia, wyrazistej kody, doniosłego akordu.
Opowieść bez wykrzyknika sumującego obfitość podjętych wątków i nieobecność
przesłania to odpowiednik pojedynku wyrafinowanej perfidii z artystyczną
miernotą. Taka opowieść zacznie się i... zdechnie na sali kinowej; minie bez
echa, rezonansu, refleksji. Nie zaowocuje opowieścią wtórną. Zapadnie się
gdzieś. Rozpadnie się. Zniknie.
Historie
non fiction wynikają wprost ze scenariusza wymyślonego i napisanego przez
życie. W tej konkurencji nie ma ono sobie równych; liczące tysiące, miliony
grono potencjalnych pretendentów po wyścigu zajmie na podium najwyżej miejsce
oznaczone numerem dwa. Bywają zawodnicy, którzy na skutek udręczenia bądź
desperacji podejmują ryzyko zmiany reguł gry; posiłkują się wówczas fantazją,
dowcipem, błyskotliwością i innymi zaletami. Czasami miejsce oznak talentu
zajmie prymitywny kamień, czasami będą to pretensjonalne nożyce.
Zarysowana możliwość dotyczy niestety bardzo wielu współczesnych projektów i
realizacji. Książce Barbary Gruszki-Zych „Życie rodzinne Zanussich. Rozmowy z
Elżbietą i Krzysztofem" ewentualność taka nie grozi. Rozłożony w czasie
akt twórczy; te rozmowy trzeba było przeprowadzić, pozwolić im dojrzewać.
Wymagały zatem czasu, miejsca i okoliczności. Domagały się przekształcenia w
tekst. I dalej uformowania, pogrupowania, umiejscowienia w obrębie
najwłaściwszych asocjacji i celowych odniesień. Rezultat przeszedł najśmielsze
oczekiwania. Chwała autorce za przedsięwzięty trud, chwała bohaterom, chwała
życiu - najlepszemu scenarzyście, które zawsze najlepiej podpowiada i radzi.
Pytanie: co z tego przypadnie w udziale czytelnikowi? Sporządzenie listy
czytelniczych profitów to przywilej i powinność recenzenta.
O ile refleksje postaci filmów Krzysztofa
Zanussiego koncentrują się wokół
wyrafinowanych, doniosłych koncepcji reżysera, o tyle w rozmowach
rodzinnych moderowanych przez Barbarę Gruszką-Zych najczęściej wybrzmiewa pean
na cześć mądrości praktycznej. Wybrzmiewa w postaci głosu nieustannie
towarzyszącego światopoglądowej identyfikacji. To tym razem występuje w roli
gigantycznego i jednocześnie czułego ekranu. Mistrz kina, ale przede wszystkim
filozof, który gęstej od znaczeń strukturze myśli podsuwa płaskorzeźbę emocji,
uczuć i niewymownej, pozornie bezgłośnej zadumy. Dzięki Zanussiemu światowe
kino skorzystało ze sposobności sprawdzenia się w konkurencjach
najtrudniejszych z trudnych, krańcowo niefilmowych, spowinowaconych z innymi
formami wyrazu, zastrzeżonych dla myślicieli. A może jest inaczej, a może najpierw
była filozofia, po chwili pojawił się mędrzec obdarzony niejako przy okazji
bukietem niefilozoficznych sprawności i kompetencji; zasługą jednej, jednej
albo kilku z nich, jest między innym to, że z pozoru dostępna, łatwa i
„przyjazna" w odbiorze forma przekazu informacji rezygnuje z zamiaru
łatwego zamienia jej w ugrzecznioną, lekkostrawną marmoladkę czy uproszczony,
sprymitywizowany, dostrzegający wartość w liczeniu się z możliwościami publiki wybierającej
bełkot bezguścia. Energii pierwotnej intencji nie osłabiają ani skomplikowana
symetria procesu twórczego, ani bezwzględny dyktat ramy modalnej filmowego
dzieła sztuki. Gdzieś coś mimo wszystko przepada, przepadło, przepadnie. Bo
takie jest życie i nic tej prawidłowości nie zmieni. U Zanussiego straty są
jednak mało odczuwalne. Dzieje się tak na skutek opanowanej do perfekcji sztuki
myślenia bilansowego. Wskazaniom tejże państwo Elżbieta i Krzysztof skutecznie
przyglądają się w życiu codziennym i rodzinnym. O tym, że nie ma czegoś bez
czegoś innego, że wartość to nie tylko cena, że taka a nie inna pozycja w
świecie kultury, filmu, filozofii, towarzystw finansowych to skutek założenia i
konsekwencji, że zdrowie to dar, ale także nagroda, że nie wierzy się wyłącznie
sobie i dla siebie, że dopiero wiara urzeczywistniona czynem otwiera na Boga,
bliźnich, własną duszę, a także ciało i ogół, bezmiar do odnalezienia w
obejściu. Jak sobie radzić w sytuacjach tragicznych bez konieczności nadawania
im takiego akurat piętna? Co to znaczy: ścigać się z krewnymi, szczególnie z
mamą, tatą? Po której stronie w bilansie otwarcia zapisać to, czym uposażył nas
dom, po której to, co zawdzięczamy szkole, kościołowi, układom towarzyskim,
namiętności, miłości, pasjom, doskonale opanowanym sprawnościom, wśród których
dominuje biegła praktyczna znajomość kilku języków obcych? Jednoznacznych
odpowiedzi wprost nie znajdziemy; możemy je wytropić i wyodrębnić w tekście
ołówkiem, paznokciem lub szminką.
Zanussiemu - reżyserowi i
mędrcowi, filozofowi i nauczycielowi zawdzięczamy wiele, bardzo wiele. Książka
Barbary Gruszki-Zych: „Życie rodzinne Zanussich. Rozmowy z Elżbietą i
Krzysztofem" wpisuje się najściślej w centralne pasmo przekazu, którym
artysta od lat pragnie nasycić treść polskiego i światowego dyskursu. To
książka na ten sam temat. Dzięki sympatycznej atmosferze, sensownym, mądrym,
przyjaznym pytaniom autorki, a także licznym momentom zdziwienia, jakie
wynikają z równorzędnego zaangażowania uczestników odnosimy wrażenie, jakbyśmy
bezpośrednio kontaktowali się ze źródłem niepowtarzalnych walorów osobistych i
twórczej mocy. Dzieło odsłania piękno rodzinnego dialogu. Piękno dialogu i
życia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Od 36 lat
Od 36 lat wiem. Wiem i żyję z tym. cokolwiek znaczy to i tamto. Zadzwonił roztargniony Hermes, rozlało się mleko.
-
Wujek Generał, mocno przywiązany do miejsc, rytuałów i wdzięku marszruty, wędrował z małżonką na Mszę Świętą gościńcami osiedla. Nie mus...
-
EWOLUCJA JERÓW Jer twardy: ъ w pozycji słabej uległ zanikowi. Jer miękki: ь...
-
Zawsze mnie zastanawiało, skąd Jezus Zmartwychwstały wiedział, jakiego rodzaju deficyt umościł sobie w sercu Tomasza Apostoła z przydomkie...